Uważaj na swoich przyjaciół – pierwsi podłożą Ci nogę
Dlaczego to najbliżsi najczęściej zniechęcają do ryzyka i umniejszają sukces? Troska, zazdrość, psychologia porównań i sposób na odróżnienie rady od hamulca.
Pierwsza publikacja:

Spis treści
Życie jest piękne, kiedy co jakiś czas wychodzisz poza swoją strefę komfortu. Rozwijasz się, przeżywasz porażki i sukcesy. Każdy, kto coś w życiu osiągnął, potwierdzi, że w strefie komfortu można co najwyżej skutecznie korzystać z toalety przez całe życie.
Można by pomyśleć, że ludzie powinni wspierać innych w wychodzeniu z tej strefy. Moje doświadczenie mówi, że jest odwrotnie, a najmocniej hamują nas najbliżsi. To oni powiedzą Ci, że to się nie może udać, że nic o tym nie wiesz i że najpierw trzeba iść na studia albo na jakiś kurs. Jest spora szansa, że zapał Ci przejdzie i nic nie zrobisz.
Psychologia podsuwa kilka wyjaśnień tego zjawiska: troskę i lęk przed stratą, porównywanie się z bliskimi oraz zazdrość, która zamiast motywować, każe ściągać innych w dół. Poniżej opisuję je po kolei, a na końcu zastanawiam się, kiedy jednak warto przyjaciół posłuchać.
Dlaczego najbliżsi zniechęcają nas najbardziej?
Trzeba być trochę głupim, żeby nie posłuchać logicznych rad bliskich i znajomych, bo te rady często mają sens. Jest duża szansa, że coś nie wyjdzie, a wtedy usłyszysz dumne „a nie mówiłem?”. Słuchając wyłącznie takich ludzi, staniemy się tacy jak oni i będziemy żyć tak samo, przy okazji narzekając na co popadnie.
Troska i lęk przed stratą
Pierwszy powód jest najbardziej niewinny. Kiedy rzucasz etat dla własnej firmy, ryzykujesz nie tylko swoje pieniądze, ale i spokój najbliższych. Jeśli się nie uda, to oni będą Cię pocieszać albo pożyczać Ci pieniądze. Zysk z Twojego sukcesu będzie głównie Twój, a koszt porażki rozłoży się na wszystkich.
Do tego ludzie w ogóle silniej przeżywają straty niż równe im zyski. Opisali to Daniel Kahneman i Amos Tversky w teorii perspektywy z 1979 roku. Nic dziwnego, że rodzice i przyjaciele widzą przede wszystkim to, co możesz stracić.
Porównywanie się z bliskimi
Drugi powód jest mniej szlachetny. Psycholog Abraham Tesser opisał w 1988 roku model podtrzymywania samooceny. Wynika z niego, że sukces bliskiej osoby w dziedzinie, która jest dla nas ważna, zagraża naszej samoocenie (Advances in Experimental Social Psychology).
Bronimy się wtedy na kilka sposobów. Możemy uznać, że ta dziedzina wcale nie jest dla nas ważna, albo zdystansować się od osoby, której się powiodło. Najtańszy sposób to umniejszyć jej osiągnięcie.
Dlatego kolega z klasy, który założył firmę, boli bardziej niż Elon Musk. Muska nikt nie traktuje jako punktu odniesienia, a kolega z ławki jest żywym dowodem, że też mogłeś.
Syndrom wiadra krabów
Po angielsku mówi się o crab mentality, czyli mentalności krabów w wiadrze. Kiedy jeden krab próbuje wydostać się z wiadra, pozostałe ściągają go z powrotem, więc nie ucieka żaden (Wikipedia). U ludzi to postawa „skoro ja nie mogę, to ty też nie”, a my mamy na nią swoje określenie: polskie piekiełko.
Zazdrość, która nic nie robi
Wśród ludzi, którzy sami nic nie robią, najgorsza jest zazdrość. Bez problemu powtarzają, że temu się powiodło, a tamten ma osiem mieszkań. Sami jednak nie pracują na to, żeby im się powiodło, i nie traktują cudzych mieszkań jako motywacji.
Uważam, że zazdrość jest naturalnym i zdrowym uczuciem, o ile pcha do działania. Niels van de Ven i jego współpracownicy opisali w 2009 roku dwa jej rodzaje. Łagodna motywuje do poprawy własnej sytuacji, a złośliwa każe ściągać w dół osobę, której się powiodło (Emotion).
Holendrzy, u których prowadzono część badań, mają na oba rodzaje osobne słowa. My zresztą też: zazdrość i zawiść. Zawiść bez działania robi się toksyczna i niszczy relacje, a przede wszystkim samą osobę zawistną.
„Udało Ci się”, czyli jak bliscy umniejszają sukces
Kiedy już coś osiągniesz, bliscy potrafią to bardzo szybko zdeprecjonować. Stwierdzą, że po prostu Ci się udało, i trudno odmówić im racji. Udało się, ale po pracy, od której oni chętnie by Cię odwiedli.
Ciekawe są tu badania Shelly Gable i jej zespołu z 2004 roku. Ludzie, którzy dzielą się z innymi dobrymi wiadomościami, czują się lepiej, a efekt jest jeszcze silniejszy, gdy rozmówca reaguje aktywnie i konstruktywnie. Związki, w których partner zwykle przyjmuje dobre wieści z entuzjazmem, okazały się bliższe i bardziej satysfakcjonujące (Journal of Personality and Social Psychology).
Przyjaciel, który na wiadomość o Twoim awansie odpowiada „no, tylko uważaj, żeby Cię nie zwolnili”, osłabia więc relację, która miała być oparciem.
Kiedy jednak warto posłuchać przyjaciół?
Uczciwość wymaga, żeby spojrzeć na drugą stronę, bo przyjaciele często mają rację. Według danych amerykańskiego Biura Statystyki Pracy mniej więcej połowa nowo otwartych firm nie przetrwa pięciu lat, a po dziesięciu latach działa około 35% z nich (BLS).
O Google’u i Facebooku słyszymy, bo im się udało, a o tysiącach firm, które upadły, nikt nie pisze. To tak zwany błąd przeżywalności i warto o nim pamiętać, zanim uznasz każdą krytykę za zawiść. Więcej o takich pułapkach pisałem w tekście o myśleniu krytycznym.
Żeby odróżnić dobrą radę od hamulca, zadaję sobie kilka pytań:
- Czy ta osoba sama spróbowała czegoś podobnego? Rada o firmie od kogoś, kto prowadził firmę, waży więcej niż od kogoś, kto całe życie przepracował na etacie.
- Czy krytykuje konkretny element planu, czy cały pomysł? „Nie masz pieniędzy na pół roku bez przychodów” to rada, a „to się nie uda” to wyrok.
- Co mogłoby ją przekonać? Jeśli odpowiedź brzmi „nic”, rozmawiasz z lękiem albo z zazdrością, a nie z argumentami.
- Czy mogę sprawdzić pomysł tanio? Zanim rzucisz etat, przetestuj go po godzinach albo na małą skalę.
Ryzyko podejmowane świadomie i z planem ma niewiele wspólnego z hazardem. Dlatego własna firma ma sens, a gra w Totka już niekoniecznie. Zwróć też uwagę, ilu znajomych twierdzi, że „nie nadaje się” do biznesu, choć nigdy nie spróbowało. Pisałem o tym w tekście Kiedyś było trudno mieć firmę.
Google, Facebook i pub za rogiem
Na szczęście ludzie, którzy coś robią, mają zwykle silniejszy charakter niż ci, którzy tylko komentują, i potrafią zignorować ich „motywujące” rady. Nic dobrego nie powstało przy akompaniamencie samych oklasków, a głosy sceptyków bywają potrzebne. Szkoda tylko, że najczęściej dochodzą z najbliższego otoczenia.
Kilka rad, które ktoś na pewno kiedyś usłyszał:
- Google: „Po co konkurować ze świetnym Yahoo?”. W latach 2000–2004 wyszukiwarkę Yahoo napędzał silnik Google’a, a w 2017 roku Yahoo zostało sprzedane Verizonowi za 4,48 mld dolarów (Wikipedia).
- Facebook: „Po co nam kolejna sieć społecznościowa?”. W latach 2005–2009 największą siecią na świecie był MySpace, kupiony w 2005 roku przez News Corporation za 580 mln dolarów i sprzedany w 2011 roku za około 35 mln (Wikipedia).
- Pub w okolicy: „W tym miejscu żaden biznes się nie uda”. Słyszy to chyba każdy, kto otwiera lokal tam, gdzie wcześniej nikt nie próbował.
Do listy „mądrych” rad pasuje też ta o studiach, które rzekomo trzeba skończyć, zanim weźmie się za cokolwiek. Ile są dziś warte, zastanawiałem się w tekście Czy iść na studia?.
Moje zdanie
Nie twierdzę, że trzeba zerwać z przyjaciółmi, którzy wątpią. Warto natomiast wiedzieć, skąd biorą się ich wątpliwości: z troski, z lęku, z porównań czy z zawiści. Wtedy łatwiej wziąć z ich rad to, co wartościowe, i zignorować resztę.
Sam staram się być przyjacielem, który na wieść o szalonym pomyśle zamiast „to się nie uda” pyta „jak mogę pomóc?”. Wychodzi mi to różnie. A Tobie kiedy ostatnio ktoś bliski podłożył nogę? I kiedy Ty podłożyłeś ją komuś?
Najczęściej zadawane pytania
Dlaczego bliscy nie wspierają moich planów?
Najczęściej z troski i lęku przed ryzykiem, bo Twoja porażka uderzy także w nich. Do tego dochodzi mechanizm opisany przez psychologów: sukces bliskiej osoby w dziedzinie, która jest dla nas ważna, zagraża naszej samoocenie.
Co to jest syndrom wiadra krabów?
To postawa, w której ludzie ściągają w dół tych, którym zaczyna się wieść, według zasady „skoro ja nie mogę, to ty też nie”. Nazwa pochodzi od krabów w wiadrze, które ściągają z powrotem każdego, kto próbuje się wydostać. Po polsku często mówimy o „polskim piekiełku”.
Jak reagować na sukces przyjaciela?
Aktywnie i życzliwie: dopytaj o szczegóły i ciesz się razem z nim. Badania Shelly Gable z 2004 roku pokazują, że taka reakcja poprawia samopoczucie osoby, która dzieli się dobrą wiadomością, i wzmacnia samą relację.


