Osobiste wycieczki w skarpetach i sandałach

Czy iść na studia? Ile warte jest dziś wyższe wykształcenie?

Czy warto iść na studia? Dyplom wciąż podnosi zarobki, ale nie każdy kierunek i nie każda uczelnia. Sprawdzam dane GUS i podpowiadam, jak wybrać z głową.

Pierwsza publikacja:

Archiwalne czarno-białe zdjęcie: studentki w togach i biretach schodzą po szerokich schodach przed budynkiem z kolumnami
Studentki jednej z amerykańskich uczelni Seven Sisters na archiwalnym zdjęciu
Spis treści
  1. Czy warto iść na studia? Co mówią liczby
  2. Uczelnia prywatna czy państwowa?
  3. Czy państwowe studia są lepsze?
  4. Czy studia w USA są płatne? Doceń, co masz za darmo
  5. Czy na pewno potrzebujesz studiów?
  6. Jak wybrać studia z głową?
  7. Co się zmieniło od 2019 roku?
  8. Moje zdanie

Studia wyższe uchodzą dziś za obowiązkowy punkt życiorysu. Rodzice, którzy sami nie studiowali, pchają dzieci na Wyższą Szkołę Czegokolwiek, żeby dostały to, czego oni nie mogli mieć. Rodzice z dyplomem nie wyobrażają sobie, że ich dziecko mogłoby studiów nie skończyć, najlepiej na tej samej uczelni co oni. Nasi rodzice żyli w czasach, gdy studia były dla nielicznych, były trudne i dawały pewną pracę. Rynek pracy i same studia bardzo się od tamtej pory zmieniły. Przekonania wielu ludzi nie nadążyły.

Moja odpowiedź na pytanie z tytułu brzmi: na studia iść warto, ale nie po sam papier. Liczy się kierunek, poziom uczelni i doświadczenie, które zbierzesz po drodze. Dyplom zdobyty na uczelni, która przepuszcza każdego, kto zapłaci czesne, daje głównie zdjęcie w birecie na Instagram. Potem można dołączyć do licznej grupy ludzi, którzy po pięciu latach nauki zastanawiają się, co właściwie umieją.

Czy warto iść na studia? Co mówią liczby

Zacznijmy od pieniędzy, bo o nie w tym pytaniu zwykle chodzi. GUS co dwa lata bada strukturę wynagrodzeń w firmach zatrudniających co najmniej 10 osób. Najnowsze dane dotyczą października 2024 roku:

Poziom wykształcenia Przeciętne wynagrodzenie brutto Wobec średniej
Wyższe z tytułem magistra lub wyższym 11 469 zł 128%
Wyższe z tytułem licencjata lub inżyniera 10 284 zł 115%
Policealne 7515 zł 84%
Średnie zawodowe (technikum) 7529 zł 84%
Średnie ogólnokształcące (liceum) 6854 zł 77%
Zasadnicze zawodowe 6587 zł 74%
Średnio wszyscy 8945 zł 100%

Osoba z tytułem magistra zarabia więc przeciętnie o dwie trzecie więcej niż osoba z samą maturą z liceum. To duża różnica, ale ta tabelka ma trzy haczyki.

Po pierwsze, korelacja to jeszcze nie przyczynowość. Na studia częściej idą ludzie z dużych miast, z lepiej sytuowanych rodzin i z lepszymi wynikami w szkole. Część różnicy w zarobkach zawdzięczają sobie, a nie dyplomowi. Po drugie, średnia dla wszystkich magistrów wrzuca do jednego worka informatyka i absolwenta kierunku, na który nikt nie czekał. Po trzecie, ciekawie wypada liceum bez studiów. Absolwenci technikum zarabiają średnio więcej niż absolwenci liceum, którzy nie poszli dalej. Liceum ogólnokształcące jest dobrym przystankiem w drodze na studia, ale słabym punktem docelowym.

Ile osób idzie na studia?

Najwięcej studentów Polska miała w połowie pierwszej dekady XXI wieku, blisko 2 mln. Potem ich liczba spadała aż do roku akademickiego 2019/2020, a od 2020/2021 znów rośnie. Według GUS pod koniec 2025 roku studiowało 1 322,8 tys. osób, a w roku akademickim 2024/2025 dyplom odebrało 306,6 tys. absolwentów. Studia wciąż są więc masowe, tylko mniej niż kiedyś.

Uczelnia prywatna czy państwowa?

Rynek odpowiedział na zapotrzebowanie na dyplomy bardzo sprawnie: powstały setki uczelni prywatnych. W roku akademickim 2024/2025 w uczelniach niepublicznych studiowało ok. 36% studentów. Zdobycie tytułu magistra stało się dzięki nim dużo prostsze. W wielu z nich wystarczy opłacić czesne, zaliczyć niezbyt trudne egzaminy i po kilku latach odebrać dyplom.

Kiedy uczelnia jest przede wszystkim firmą

Moim zdaniem wiele polskich uczelni prywatnych działa według prostej ekonomii. Przyjmą każdego, kogo się da, i nie wyrzucą studenta, żeby nie stracić wpływów. Trudno mieć o to pretensje, bo nikt nie chce prowadzić nierentownej firmy. Te realia przekładają się jednak na jakość kształcenia. Część takich szkół przypomina kursy zawodowe: dają konkretną wiedzę praktyczną bez szerszego spojrzenia na dziedzinę.

Dobra szkoła wyższa uczy samodzielności, zdobywania wiedzy, rozwiązywania problemów i wyciągania wniosków. Wiedza jest tu narzędziem, a nie celem. Niektóre uczelnie mogłyby uczciwie nazywać się Centrum Kursów Stacjonarnych, co w czasach darmowych kursów w internecie brzmi dość bez sensu. Trzeba też przyznać, że są uczelnie niepubliczne z dobrą renomą. Mechanizm jest jednak ten sam: jeśli szkole opłaca się trzymać słabych studentów, prędzej czy później obniży poziom.

Moi koledzy z WSZ i ja z Politechniki

Kiedy kończyłem liceum, wielu moich kolegów wybrało Wyższą Szkołę Zarządzania w Gdańsku i informatykę. Przekonywali, że wykładają tam ludzie z Politechniki Gdańskiej, a papier jest dobry. Ja wylądowałem na Politechnice i mogłem porównać obie instytucje. Oni od początku robili praktyczne zadania z programowania. My uczyliśmy się od podstaw, jak działa procesor, system operacyjny i język programowania, a dopiero na końcu robiliśmy praktyczny projekt. W skrócie: ja studiowałem, a oni chodzili na długi i drogi kurs programowania.

Dwa niemal identyczne logotypy z tym samym herbem: „Wyższa Szkoła Zarządzania w Gdańsku” i „Wyższa Szkoła Zdrowia w Gdańsku”
Delikatna zmiana profilu w wykonaniu WSZ w Gdańsku

Jakiś czas temu zobaczyłem, że Wyższa Szkoła Zarządzania w Gdańsku zmieniła nazwę na Wyższą Szkołę Zdrowia. To najsprawniejsza zmiana profilu uczelni, jaką widziałem. Skrót, domena i herb zostały, wystarczyło podmienić „Zarządzania” na „Zdrowia”. Dziś szkoła kształci m.in. dietetyków, kosmetologów i fizjoterapeutów. Trochę to smutne, bo uczelnia z ponad dwudziestoletnią historią w pewnym momencie zupełnie zmieniła profil. Absolwenci informatyki mają dziś w CV Wyższą Szkołę Zdrowia i pewnie tłumaczą to na każdej rozmowie o pracę.

Gdyby prywatna uczelnia miała za sobą kilkadziesiąt lat dobrego kształcenia, mogłaby pobierać wysokie czesne i nie tracić kandydatów. Wtedy dbałaby o poziom, bo to on byłby podstawą jej biznesu. Tak działają najlepsze prywatne uczelnie na świecie, ale na taką renomę pracuje się pokoleniami.

Czy państwowe studia są lepsze?

Mój ojciec był pracownikiem naukowym Politechniki Gdańskiej. W czerwcu 2002 roku, kiedy chodziłem jeszcze do podstawówki, pojechaliśmy z mamą odwiedzić go w pracy. Cały kampus był otoczony przez policję. Jak opisało Trojmiasto.pl, student wezwany na rozmowę w sprawie ściągania na egzaminie z teorii obwodów i sygnałów zaatakował toporkiem profesora. Zginął 53-letni adiunkt, profesor został ranny, a sprawca w 2005 roku usłyszał wyrok 25 lat więzienia.

Zakrwawiona podłoga i porozrzucane rzeczy w sali na Wydziale ETI Politechniki Gdańskiej po ataku w czerwcu 2002 roku
Miejsce ataku na Wydziale ETI Politechniki Gdańskiej, czerwiec 2002 r. Fot. Wojtek Jakubowski / KFP

Sześć lat później sam trafiłem na ten wydział. Kiedy czekaliśmy na wykład z obwodów i sygnałów, kolega wskazał mi skromnego pana w rogu korytarza. Powiedział, że to ten wykładowca, który miał wtedy zginąć. Trudno było w to uwierzyć, bo wyglądał i wykładał bardzo sympatycznie. Na egzaminach sympatyczny już nie był: w pierwszym terminie zdawało u niego kilka osób na prawie dwieście. Krążyły legendy, że na laboratorium potrafił odesłać studenta za nazwanie przewodu kablem.

Takie realia zbudowały renomę tego wydziału. Kiedy studiowałem, do gry weszła już jednak ekonomia. Mimo że w pierwszym terminie zdawało tak niewielu, organizowano kolejne poprawki, żeby studentów nie ubywało. To zmieniało podejście studentów, moje też. Do jednego egzaminu podchodziłem dziewięć razy i do dziś nie wiem, czy to powód do wstydu, czy do dumy.

Mimo to uważam, że w Polsce warto iść na uczelnie publiczne. Wiele z nich ma wydziały, które naprawdę dbają o poziom. Jest też argument, który powinien przemówić do każdego Polaka kochającego promocje. Konstytucja (art. 70) gwarantuje bezpłatną naukę w szkołach publicznych, więc studia stacjonarne na państwowej uczelni nic nie kosztują. Płaci się za studia niestacjonarne i niektóre dodatkowe usługi, np. powtarzanie przedmiotów.

Czy studia w USA są płatne? Doceń, co masz za darmo

Są, i to bardzo. W amerykańskich filmach ciągle przewija się wątek odkładania pieniędzy na college i to nie jest wymysł scenarzystów. Według Wikipedii w 2023 roku kredyt studencki spłacało ok. 45 mln Amerykanów, a typowy kredytobiorca federalny był winien prawie 40 tys. dolarów. Kredyty studenckie to druga po hipotekach największa kategoria długu konsumenckiego w USA.

Na tym tle bezpłatne studia na dobrej polskiej politechnice czy uniwersytecie są okazją, której szkoda nie wykorzystać. Pod jednym warunkiem: że faktycznie się na nich czegoś uczysz.

Czy na pewno potrzebujesz studiów?

Są zawody, w których bez dyplomu nie ma o czym rozmawiać: lekarz, prawnik, architekt, nauczyciel. Poza nimi studiowanie dla samego studiowania daje dziś mniej niż kiedyś. Warto studiować, żeby poszerzyć wiedzę, ale przy okazji zbierać jak najwięcej doświadczenia: praca na część etatu, zlecenia, praktyki, własne projekty. Kto tylko studiuje, ten w pierwszej pracy często spotyka rówieśników albo młodszych od siebie, którzy mają więcej doświadczenia.

W 2018 roku głośno było o tym, że Google, Apple i kilkanaście innych firm przestało wymagać dyplomu na części stanowisk. Pisałem wtedy, że to ważny sygnał dla wszystkich, którzy będą tylko studiowali, podczas gdy ich koledzy zbierają lata prawdziwej pracy. Dziś muszę ten entuzjazm ostudzić. Badanie Harvard Business School i Burning Glass Institute z lutego 2024 roku, „Skills-Based Hiring: The Long Road from Pronouncements to Practice”, pokazało, że wiele firm ogłosiło rezygnację z wymogu dyplomu, ale trwałej zmiany w tym, kogo faktycznie zatrudniają, w większości nie widać.

Wniosek jest taki, że dyplom nadal działa jak sito, przez które przesiewa się CV. Nie zawsze jest konieczny, ale często otwiera drzwi, których bez niego nikt nawet nie uchyli. Inna sprawa, że niektórzy wcale nie potrzebują pracodawcy. Jak dziś wygląda prowadzenie firmy, opisałem w tekście o tym, czy kiedyś było trudniej mieć firmę.

Jak wybrać studia z głową?

Jeśli już idziesz na studia, to zrób to świadomie. Oto moja ściąga:

  1. Sprawdź dane, zanim wybierzesz. Ministerialny system Ekonomiczne Losy Absolwentów na podstawie danych z ZUS i systemu POL-on pokazuje, ile zarabiają absolwenci konkretnego kierunku na konkretnej uczelni, tuż po studiach i kilka lat później.
  2. Zapytaj, ilu studentów odpada. Uczelnia, na której nikt nie oblewa, zwykle nie jest łaskawa, tylko słaba.
  3. Przeczytaj program studiów. Szukaj podstaw, które się nie zestarzeją (matematyka, statystyka, metody, pisanie), a nie wyłącznie obsługi modnych narzędzi.
  4. Zaplanuj pracę od drugiego lub trzeciego roku. Nawet pół etatu albo zlecenia robią w CV ogromną różnicę.
  5. Nie wybieraj kierunku za rodziców ani za kolegów. To Ty będziesz potem w tym zawodzie pracować przez czterdzieści lat.
  6. Rozważ technikum i konkretny fach. Dane GUS pokazują, że to nie jest gorszy wybór od liceum bez studiów, a w wielu przypadkach lepszy.

Z perspektywy pracodawcy dyplom mówi o kandydacie mniej, niż się wydaje kandydatowi. O tym, jak wygląda zatrudnianie od drugiej strony biurka, pisałem w tekście o zatrudnianiu i zwalnianiu w małej firmie.

Co się zmieniło od 2019 roku?

Ten tekst napisałem w sierpniu 2019 roku. Od tamtej pory kilka rzeczy się przesunęło:

  • Studentów znów przybywa. Spadek trwał do roku akademickiego 2019/2020, potem liczba studentów zaczęła rosnąć i pod koniec 2025 roku przekroczyła 1,3 mln.
  • Moda na „rekrutację bez dyplomu” okazała się w dużej mierze PR-em. Deklaracje firm rzadko przełożyły się na realne zmiany w zatrudnianiu.
  • WSZ w Gdańsku działa dalej jako Wyższa Szkoła Zdrowia i trzyma się kierunków medycznych i okołomedycznych.
  • Pojawiła się sztuczna inteligencja. Nie mam na to twardych danych, ale moim zdaniem najszybciej przejmuje proste zadania, od których zaczyna się kariera. Tym bardziej liczą się solidne podstawy i umiejętność samodzielnego uczenia się, czyli dokładnie to, czego powinna uczyć dobra uczelnia.

Moje zdanie

Wyższe wykształcenie nie straciło wartości, ale straciło automatyzm. Kiedyś sam dyplom był przepustką. Dziś przepustką jest to, co potrafisz, a dyplom z dobrej uczelni jest jednym z dowodów, że coś potrafisz. Dyplom z uczelni, która nikogo nie oblewa, takim dowodem nie jest.

Gdybym dziś miał osiemnaście lat, znów poszedłbym na politechnikę. Tym razem od pierwszego roku szukałbym też pracy i mniej czasu spędzał na poprawkach. Najcenniejsze, co wyniosłem ze studiów, to nie konkretna wiedza, tylko nawyk rozkładania problemu na części i krytycznego myślenia. Tego nie da się dostać razem z samym dyplomem.

A Ty? Gdybyś mógł cofnąć czas, wybrałbyś te same studia?

Najczęściej zadawane pytania

Czy w dzisiejszych czasach warto iść na studia?

Statystycznie tak, bo osoby z wyższym wykształceniem zarabiają w Polsce wyraźnie więcej. Opłaca się to jednak głównie przy dobrym kierunku i dobrej uczelni, najlepiej połączonych z doświadczeniem zawodowym zdobywanym w trakcie studiów.

Czy licencjat to wykształcenie wyższe?

Tak. Ukończenie studiów pierwszego stopnia z tytułem licencjata lub inżyniera oznacza wykształcenie wyższe. Tytuł magistra zdobywa się na studiach drugiego stopnia albo na jednolitych studiach magisterskich.

Ile się studiuje w Polsce?

Studia licencjackie trwają 3 lata, inżynierskie 3,5–4 lata, a studia drugiego stopnia zwykle 1,5–2 lata. Jednolite studia magisterskie, np. prawo czy kierunek lekarski, trwają od 5 do 6 lat.

Czy po zawodówce można iść na studia?

Można, ale najpierw trzeba zdać maturę. Absolwent branżowej szkoły I stopnia może do niej podejść np. po branżowej szkole II stopnia albo po liceum dla dorosłych.

Pozostałe wpisy