Osobiste wycieczki w skarpetach i sandałach

Kłamstwa czy półprawdy premiera Morawieckiego? Sprawdzam po latach

Kłamstwa Morawieckiego czy półprawdy? Zestawiam jego słowa o ZUS, 500+ i polskich elektrykach z danymi GUS i ZUS oraz wyrokami sądów. Co z nich zostało?

Pierwsza publikacja:

Mateusz Morawiecki w okularach, garniturze i krawacie na tle niebieskiej ścianki z białym orłem
Mateusz Morawiecki, premier w latach 2017–2023
Spis treści
  1. „ZUS maleje”, czyli kto naprawdę zapłacił mniej w 2019 roku
  2. Czy 500+ zwiększyło liczbę urodzeń?
  3. „Będziemy robić samochody elektryczne”
  4. Kłamstwa Morawieckiego? Co orzekły sądy
  5. Co się zmieniło od 2019 roku?
  6. Co zatem robić?

Politycy mają to do siebie, że często mijają się z prawdą. Zaczyna się w kampanii wyborczej, a apogeum przychodzi wtedy, gdy podsumowują swoje rządy i przekonują wyborców, jak świetnie im się żyje. Premier Mateusz Morawiecki, moim zdaniem, tę regułę doskonale potwierdzał.

Żeby było jasne: nie twierdzę, że każde słowo premiera było kłamstwem. Twierdzę, że w kilku głośnych sprawach jego wypowiedzi i obietnice jego rządu wyraźnie rozjeżdżały się z danymi, a to da się sprawdzić. Poniżej trzy przykłady z wiosny 2019 roku, uzupełnione o to, co wiemy dziś.

Aktualizacja 2026: tekst powstał w marcu 2019 roku. Po latach uporządkowałem argumenty, dodałem źródła i dane oraz wycofałem jedną swoją liczbę, której nie potrafię obronić. Na końcu znajdziesz też to, co od tamtej pory stało się z obietnicami i z samym Morawieckim.

„ZUS maleje”, czyli kto naprawdę zapłacił mniej w 2019 roku

18 lutego 2019 roku premier ogłosił, że „kwota odprowadzana z tytułu składki ZUS dla małych przedsiębiorców spada” (cytat za interpelacją posła Krzysztofa Brejzy, opisaną przez Podatki.biz). Kiedy to usłyszałem, pomyślałem, że chyba mieszkam w innym państwie. Mój ZUS od stycznia wzrósł o niecałe 100 zł.

Nie byłem wyjątkiem. Standardowa miesięczna składka przedsiębiorcy wzrosła w 2019 roku do 1316,97 zł, czyli o 88,27 zł więcej niż w 2018 roku. Powód jest prosty: składki liczy się od prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia, a ono rosło.

Komu ZUS rzeczywiście spadł?

Premier nie wziął swoich słów z sufitu. Od 1 stycznia 2019 roku działał tzw. Mały ZUS. Osoby, których roczny przychód nie przekroczył 30-krotności płacy minimalnej (czyli 63 tys. zł), mogły płacić składki społeczne proporcjonalne do przychodu. Według rządowej oceny skutków regulacji mogło z tego skorzystać ok. 160 tys. osób, a do 8 stycznia wnioski złożyło ok. 130 tys. przedsiębiorców.

To realna ulga dla najmniejszych firm i dobrze, że ją wprowadzono. Zdecydowana większość jednoosobowych działalności się w niej jednak nie mieściła i zapłaciła więcej. Zdanie „ZUS dla małych przedsiębiorców spada” było więc, moim zdaniem, klasyczną półprawdą: technicznie prawdziwe dla wąskiej grupy, fałszywe dla większości słuchaczy. Na tyle wyraźnie, że w marcu 2019 roku poseł Brejza zapytał w interpelacji, na jakiej podstawie premier to twierdzi.

Czy Mały ZUS to dobre rozwiązanie?

Uważam, że nie do końca. Zamiast uprościć system, stworzono kolejny wyjątek, którego obsługa też kosztuje, a polska księgowość i bez tego potrafi doprowadzić do szału. Do tego ulga zależna od progu przychodu działa jak szklany sufit. Mało komu chce się rosnąć, jeśli każda złotówka ponad próg oznacza skok składek o kilkaset złotych.

Od 2020 roku program rozszerzono jako Mały ZUS Plus i uzależniono składki od dochodu. Wolałbym jednak jeden prosty system dla wszystkich: składki proporcjonalne do zarobków, bez progów i bez kolejnych wyjątków. O tym, jak przez lata zmieniały się realia prowadzenia firmy w Polsce, pisałem w tekście Kiedyś było trudno mieć firmę.

Czy 500+ zwiększyło liczbę urodzeń?

Rząd i obrońcy programu Rodzina 500+ przekonywali, że pieniądze na dzieci poprawią sytuację demograficzną. Cel świetny, bo mamy za mało ludzi i potrzebujemy więcej. Dane GUS tego jednak nie potwierdzają.

Rok Urodzenia żywe Przyrost naturalny Współczynnik dzietności
2015 369,3 tys. −25,6 tys. 1,29
2016 (start 500+) 382,3 tys. −5,8 tys. 1,36
2017 402,0 tys. −0,9 tys. 1,45
2018 388,2 tys. −25,8 tys. 1,44
2019 374,8 tys. −34,9 tys. 1,42
2021 331,0 tys. −188,0 tys. 1,33
2023 272,5 tys. −136,6 tys. 1,16
2024 (już 800+) 251,8 tys. −156,7 tys. 1,10
2025 238,3 tys. −157,0 tys. b.d.

Źródło: dane GUS zebrane w Wikipedii („Ludność Polski”).

W 2019 roku pisałem, że przyrost naturalny mimo 500+ jest ujemny, a za rządów PO był dodatni. Pierwsza część się broni, druga wymaga korekty. Przyrost był dodatni w latach 2008–2012, ale od 2013 roku, jeszcze za koalicji PO i PSL, spadł poniżej zera. Pamiętajmy też, że przyrost naturalny zależy nie tylko od urodzeń, lecz także od zgonów, których przybywa wraz ze starzeniem się społeczeństwa (a w latach 2020–2021 także z powodu pandemii).

Sama liczba urodzeń mówi jednak wystarczająco dużo. Po krótkim wzroście w latach 2016–2017 trend się odwrócił i od tamtej pory spada niemal rok w rok. Według Wikipedii rząd z czasem zaczął zresztą przedstawiać cel programu inaczej: już nie jako wzrost liczby urodzeń, tylko jako powstrzymanie jeszcze głębszego spadku. Od 1 stycznia 2024 roku świadczenie wynosi 800 zł, a urodzeń jest coraz mniej.

Co 500+ dało, a czego nie?

W pierwotnym tekście pisałem, że rozdawanie pieniędzy psuje moralnie i demotywuje do pracy. Dziś widzę to w bardziej złożony sposób:

  • Ubóstwo dzieci spadło. Skrajne ubóstwo wśród dzieci zmniejszyło się z 9 proc. w 2015 roku do 4,7 proc. w 2017 roku (w 2018 roku wzrosło do 6 proc.). To prawdziwy efekt i nie wypada go lekceważyć.
  • Masowej ucieczki z rynku pracy nie było. Według analizy GUS 95,1 proc. beneficjentów deklarowało, że świadczenie nie zmieniło ich aktywności zawodowej.
  • Demografii nie uratowało, a to był główny argument, którym program sprzedawano.

Pisałem też, że wypłata 500 zł kosztuje państwo ok. 800 zł. Tej liczby nie potrafię dziś niczym podeprzeć, więc ją wycofuję. Koszty obsługi programu liczono w pojedynczych procentach wypłacanych kwot, a nie w dziesiątkach procent.

Zostaję natomiast przy zdaniu, że lepszym narzędziem byłaby ulga podatkowa dla pracujących rodziców. Taka ulga zresztą istnieje w Polsce od lat i można ją było rozbudować. Dodatkowe pieniądze trafiałyby wtedy do tych, którzy coś zarobili i wykazali dochód, co przy okazji zachęcałoby do wychodzenia z szarej strefy. Mówiąc językiem przysłowia, 500+ daje rybę, a ulga nagradza tych, którzy łowią. Warren Buffett, który o pieniądzach wie co nieco, słynie z tego, że nie zostawi dzieciom fortuny.

Rozumiem jednak kontrargument. Ulga podatkowa nie pomoże najbiedniejszym rodzinom, które podatku prawie nie płacą, a to właśnie u nich 500+ zrobiło największą różnicę.

„Będziemy robić samochody elektryczne”

Wisienką na torcie były opowieści o polskim samochodzie elektrycznym i milionie elektryków na naszych drogach. Brzmiało to dla mnie mniej więcej tak realnie jak plan, że zostaniemy światowym potentatem w wydobyciu ropy.

Tu muszę być precyzyjny, bo sprawdził to Demagog. Morawiecki nigdy wprost nie obiecał miliona aut elektrycznych. W 2016 roku mówił o „aspiracji”, a przyjęty w marcu 2017 roku rządowy Plan Rozwoju Elektromobilności podawał milion aut w 2025 roku jako prognozę. Według Demagoga w listopadzie 2023 roku w Polsce było zarejestrowanych ok. 95 tys. samochodów elektrycznych.

Jeszcze gorzej poszło z polską marką. Spółka ElectroMobility Poland powstała w 2016 roku, a w 2020 roku pokazała prototypy pod marką Izera. W 2023 roku NIK krytykował nieaktualne założenia projektu i nieprawidłowości przy jego finansowaniu. 17 grudnia 2024 roku minister aktywów państwowych Jakub Jaworowski ogłosił koniec projektu Izera w dotychczasowym kształcie, a fabryka w Jaworznie nie wyprodukowała ani jednego seryjnego auta.

W 2019 roku napisałem, że „przemysłu motoryzacyjnego nie mamy”. To było nieprecyzyjne. Mamy duże fabryki części, montownie zagranicznych marek i jedną z największych w Europie fabryk baterii do aut elektrycznych (LG Energy Solution pod Wrocławiem). Brakuje nam własnej marki samochodowej i doświadczenia w budowaniu jej od zera. Jak trudne jest to zadanie, pokazała Tesla, która mimo amerykańskiego kapitału i rynku na pierwszy pełny rok z zyskiem czekała do 2020 roku.

Kłamstwa Morawieckiego? Co orzekły sądy

Ocena „półprawda” to moja opinia. Są jednak sprawy, w których wypowiedzi i decyzje Morawieckiego oceniały sądy, a ich wyroki opinią już nie są. Według Wikipedii:

  • Wrzesień 2018, tryb wyborczy. Sąd Apelacyjny w Warszawie nakazał Morawieckiemu sprostowanie słów, że za poprzedniej koalicji w Polsce nie budowano dróg.
  • Październik 2018, tryb wyborczy. Sąd Apelacyjny w Krakowie nakazał mu sprostowanie twierdzenia, że rządzący Krakowem nie zrobili nic lub prawie nic w walce ze smogiem.
  • Wybory kopertowe 2020. We wrześniu 2020 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał, że decyzja premiera zlecająca Poczcie Polskiej przygotowanie wyborów korespondencyjnych została wydana bez podstawy prawnej i z rażącym naruszeniem prawa. 26 czerwca 2024 roku Naczelny Sąd Administracyjny utrzymał to rozstrzygnięcie.

W sprawie wyborów kopertowych Morawiecki w styczniu 2025 roku zrzekł się immunitetu, a 27 lutego 2025 roku prokuratura przedstawiła mu zarzut przekroczenia uprawnień. Do prawomocnego wyroku obowiązuje go domniemanie niewinności.

Co się zmieniło od 2019 roku?

Morawiecki był premierem do 13 grudnia 2023 roku. Jego trzeci rząd, powołany po przegranych przez PiS wyborach, 11 grudnia 2023 roku nie uzyskał wotum zaufania. W styczniu 2025 roku stanął na czele Partii Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, a w lipcu 2026 roku zapowiedział rezygnację z tej funkcji.

W 2026 roku jego drogi z kierownictwem PiS się rozeszły. Wiosną założył stowarzyszenie Rozwój Plus, latem razem z ponad 30 posłami rozstał się z partią, a Rozwój Plus ma dziś własny klub w Sejmie (Wikipedia). Jak ta historia się skończy, nie wiem, ale to już temat na osobny tekst.

Co zatem robić?

Największy problem widziałem w 2019 roku i widzę dziś nie w jednym polityku, tylko w społeczeństwie podatnym na manipulację. Gdyby wyborcy sprawdzali informacje, na podstawie których oceniają polityków, byłoby mniej miejsca na populizm. Prawda nie jest medialna. Trudno wygrać wybory, mówiąc prawdę, kiedy większość ludzi łyka każdy slogan i bardziej interesuje się wojną PO z PiS-em niż liczbami.

Sam możesz zrobić całkiem sporo:

  1. Sprawdzaj źródło liczby. Jeśli polityk mówi „spada” albo „rośnie”, zapytaj, komu, o ile i od kiedy. Dane GUS i ZUS są publiczne.
  2. Korzystaj z serwisów weryfikujących fakty. Demagog czy OKO.press regularnie sprawdzają wypowiedzi polityków wszystkich partii.
  3. Uważaj na półprawdy. Najskuteczniejsza manipulacja to często prawda o wąskiej grupie podana tak, jakby dotyczyła wszystkich.
  4. Ćwicz krytyczne myślenie. Więcej o tym piszę w tekstach o myśleniu krytycznym i o tym, jak głosować i nie dać się zmanipulować.

A państwo? Moim zdaniem zamiast rozdawać i obiecywać fabryki z prezentacji w PowerPoincie, powinno postawić na edukację i kształcenie inżynierów w nowych technologiach, bo w tej branży naprawdę możemy coś znaczyć. A Ty sprawdzasz, co mówią politycy, czy wierzysz na słowo tym, których lubisz?

Najczęściej zadawane pytania

Czy Mały ZUS w 2019 roku obniżył składki wszystkim przedsiębiorcom?

Nie. Mały ZUS dotyczył osób, których roczny przychód nie przekroczył 30-krotności płacy minimalnej, czyli 63 tys. zł. Pozostali przedsiębiorcy płacili w 2019 roku standardowe składki wyższe o 88,27 zł miesięcznie niż rok wcześniej.

Czy program 500 plus zwiększył liczbę urodzeń w Polsce?

Tylko na chwilę. Po starcie programu w 2016 roku liczba urodzeń wzrosła do ok. 402 tys. w 2017 roku, potem zaczęła spadać i w 2025 roku wyniosła ok. 238 tys. Program wyraźnie zmniejszył natomiast skrajne ubóstwo wśród dzieci.

Co się stało z polskim samochodem elektrycznym Izera?

Projekt spółki ElectroMobility Poland, założonej w 2016 roku, nigdy nie doszedł do produkcji. 17 grudnia 2024 roku minister aktywów państwowych Jakub Jaworowski ogłosił koniec projektu Izera w dotychczasowej formie.

Pozostałe wpisy