Konsekwencje dyskryminacji, czyli czego uczy proces O.J. Simpsona
Serial o procesie O.J. Simpsona pokazuje, jak lata rasizmu w policji zaważyły na werdykcie. Co z tego wynika dla Polski i co zmieniło się od 2019 roku?
Pierwsza publikacja:

Spis treści
Dyskryminacja jest obecna w naszym życiu. Każdy doświadczył jej na sobie albo na swoich bliskich. Może dotyczyć rasy, narodowości, płci czy orientacji seksualnej, ale też poglądów, wyglądu i rzeczy dużo bardziej przyziemnych. Dyskryminacja była, jest i będzie. Mnie interesuje, co się dzieje, kiedy przez dziesiątki lat społeczeństwo ją akceptuje.
Amerykanie mają na to pytanie gotową odpowiedź: proces O.J. Simpsona. Obejrzałem właśnie serial The People v. O.J. Simpson: American Crime Story i wyszedłem z przekonaniem, że uniewinnienie Simpsona było rachunkiem za dziesięciolecia rasizmu w policji Los Angeles. Zapłacili go przede wszystkim bliscy dwojga zamordowanych ludzi. Poniżej wyjaśniam, dlaczego tak uważam, i zastanawiam się, jaki rachunek czeka nas w Polsce.
O czym jest serial The People v. O.J. Simpson?
Serial wyemitowała telewizja FX w 2016 roku. To dziesięć odcinków pierwszego sezonu antologii American Crime Story, opartych na książce Jeffreya Toobina The Run of His Life z 1997 roku. O.J. Simpsona gra Cuba Gooding Jr., prokuratorkę Marcię Clark Sarah Paulson, a adwokata Johnniego Cochrana Courtney B. Vance. Serial zdobył dziewięć nagród Emmy, w tym dla najlepszego miniserialu oraz dla Paulson, Vance’a i Sterlinga K. Browna.
Świetnie pokazuje rozgrywkę, którą emocjonowała się cała Ameryka. Pokazuje też coś mniej oczywistego: jak niewiele znaczy morderstwo dwojga ludzi wobec dziesiątek lat dyskryminacji rasowej, gdy obie sprawy trafią na tę samą salę sądową.
Sprawa O.J. Simpsona w skrócie
O.J. Simpson był w latach 90. jedną z największych gwiazd Ameryki. W 1973 roku jako pierwszy zawodnik NFL przebiegł w sezonie ponad 2000 jardów, później grał w filmach i reklamach. Według Nicole Brown Simpson, z którą rozwiódł się w 1992 roku, do końca 1989 roku policja ośmiokrotnie przyjeżdżała do ich domu w związku z przemocą domową.
12 czerwca 1994 roku przed domem Nicole w Los Angeles zamordowano ją i jej znajomego Rona Goldmana. Pięć dni później Simpson, zamiast oddać się w ręce policji, uciekał białym fordem bronco w transmitowanym na żywo pościgu, który oglądało około 95 mln ludzi. Proces trwał od 24 stycznia do 3 października 1995 roku i nazwano go procesem stulecia. Ława przysięgłych (dziewięcioro czarnoskórych, dwoje białych i jedna osoba latynoskiego pochodzenia) naradzała się około czterech godzin i uniewinniła Simpsona od obu zarzutów.
Moim zdaniem dowody wskazywały na niego bardzo wyraźnie, a zbrodni dokonano tak nieudolnie, jak tylko się dało. Prokuratura pokazała ślady krwi obu ofiar w jego samochodzie i krew Nicole na jego skarpetkach. Podobnego zdania był w 1997 roku sąd cywilny, który uznał Simpsona odpowiedzialnym za obie śmierci i zasądził rodzinom ofiar 33,5 mln dolarów. W sensie karnym Simpson pozostał jednak niewinny.
Dlaczego O.J. Simpson został uniewinniony?
Obrona, nazywana Dream Teamem, nie próbowała udowodnić, że Simpson jest niewinny. Postanowiła udowodnić, że nie można wierzyć policji. Miała do tego trzy główne argumenty:
- nagrania detektywa Marka Fuhrmana, który zabezpieczał dowody, a na taśmach wielokrotnie używał rasistowskiej obelgi wobec czarnoskórych (później oskarżono go o krzywoprzysięstwo, a on nie zakwestionował zarzutu);
- rękawiczkę, która na sali sądowej nie chciała wejść na dłoń Simpsona, co Cochran skwitował słynnym rymem „If it doesn’t fit, you must acquit”;
- zarzut zanieczyszczenia dowodów DNA i spisku policjantów, którzy mieli podrzucić dowody.
Te argumenty trafiły na wyjątkowo podatny grunt. W 1991 roku policjanci z Los Angeles skatowali czarnoskórego kierowcę Rodneya Kinga. Nagranie obiegło świat, a mimo to w 1992 roku ława przysięgłych ich uniewinniła. W zamieszkach, które wybuchły po tamtym wyroku, zginęło 55 osób. Przysięgli w sprawie Simpsona pamiętali to doskonale.
W dokumencie O.J.: Made in America z 2016 roku jedna z przysięgłych, Carrie Bess, przyznała, że dla „prawdopodobnie 90%” ławy werdykt był odpłatą za Rodneya Kinga. Podobnie głęboki był podział w społeczeństwie. W 1995 roku w winę Simpsona wierzyło 16% czarnoskórych i 69% białych Amerykanów. Dwadzieścia lat później, w sondażu ABC News i „The Washington Post”, było to już 57% i 83%.
Czy można oddzielić jedną sprawę od historii?
Krytycy powiedzą, że takie relatywizowanie jest niedopuszczalne, bo każdą sprawę trzeba rozpatrywać osobno. Zgadzam się, że tak powinno być. Problem w tym, że sąd jest tyle wart, ile zaufania mają do niego ludzie, którzy w nim zasiadają. Jeśli policja przez dziesięciolecia traktowała jakąś grupę jak podejrzanych z urzędu, to ta grupa nie uwierzy jej także wtedy, gdy wyjątkowo ma rację.
Dlatego uważam, że proces Simpsona był ceną, jaką amerykański wymiar sprawiedliwości zapłacił za to, jak traktował czarnoskórych przez pokolenia. To niesprawiedliwe wobec rodzin Nicole Brown Simpson i Rona Goldmana. Właśnie na tym polega jednak koszt długotrwałej dyskryminacji: płacą go później ludzie, którzy nie mieli z nią nic wspólnego.
Najpierw w Stanach, potem w Polsce?
Wiele zjawisk pojawia się najpierw w USA. Pisząc ten tekst wiosną 2019 roku, zastanawiałem się, jak w Polsce zapłacimy za wieloletnie lekceważenie na przykład osób homoseksualnych. Nie spodziewałem się procesu tak spektakularnego jak w Los Angeles. U nas procesy społeczne zachodzą spokojniej: nie mamy strzelanin na ulicach ani w szkołach, a o „najeździe imigrantów” wiemy głównie z telewizji. Mechanizm utraty zaufania działa jednak wszędzie.
Większość Polaków akceptuje mniejszości metodą „akceptuję, ale…”, a ta metoda ma z akceptacją niewiele wspólnego. Szerzej pisałem o tym kilka dni wcześniej w tekście Zaakceptuj sobie geja. Trudno przewidzieć, jakie będą konsekwencje naszego narodowego konserwatyzmu, ale na pewno jakieś będą. Ludzie, których państwo i sąsiedzi przez lata traktowali jak obywateli drugiej kategorii, nie zaufają im z dnia na dzień tylko dlatego, że zmieniły się przepisy.
Spodziewałem się, że za jakiś czas Kościół złagodzi swoje stanowisko wobec homoseksualności, ale nastroje i przyzwyczajenia zostaną z nami na długo. O tym, co polski katolik robi moim zdaniem nie tak, pisałem osobno. A to, co zostało już zrobione, jest nie do cofnięcia.
Co się zmieniło od 2019 roku?
Sprawa Simpsona dostała swój epilog. W 2008 roku Simpson został skazany za napad z bronią w ręku w Las Vegas, gdzie próbował odebrać, jak twierdził, własne sportowe pamiątki. Na wolność wyszedł warunkowo w 2017 roku. Zmarł na raka prostaty 10 kwietnia 2024 roku w wieku 76 lat. Rodzinom ofiar spłacił tylko niewielką część odszkodowania. Według doniesień medialnych do 2022 roku Goldmanowie otrzymali około 132 tys. dolarów, a dług z odsetkami urósł do ponad 100 mln.
W USA dyskusja o rasizmie w policji wróciła z ogromną siłą w 2020 roku, po zabójstwie George’a Floyda przez policjanta z Minneapolis. Hasła z 1995 roku zabrzmiały znowu bardzo aktualnie.
W Polsce w latach 2019–2020 około stu samorządów przyjęło uchwały o „strefach wolnych od ideologii LGBT”. Ostatnią taką uchwałę sąd administracyjny uchylił w lutym 2024 roku. O tym, jak polityczny język łatwo przechodzi w mowę nienawiści, pisałem jeszcze w styczniu 2019 roku.
W listopadzie 2025 roku Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że państwa członkowskie muszą uznawać małżeństwa osób tej samej płci zawarte w innym kraju Unii, a w maju 2026 roku warszawski urząd stanu cywilnego po raz pierwszy wpisał do rejestru takie małżeństwo zawarte za granicą. Sejm i Senat przyjęły w 2026 roku ustawę o statusie osoby najbliższej w związku, która miała być pierwszą formą prawnego uznania par jednopłciowych, ale w lipcu 2026 roku prezydent Karol Nawrocki ją zawetował. Według sondażu Ipsos z 2024 roku 67% Polaków popierało małżeństwa albo rejestrowane związki dla par jednopłciowych.
Kościół też zrobił mały krok. W grudniu 2023 roku watykańska deklaracja Fiducia supplicans dopuściła błogosławienie par jednopłciowych poza liturgią, choć bez zmiany nauczania o małżeństwie. Moja prognoza sprzed lat sprawdza się więc powoli i częściowo, a nastroje rzeczywiście zmieniają się wolniej niż przepisy.
Moje zdanie
Jeśli chcesz zrozumieć tę historię lepiej niż z jakiegokolwiek artykułu, obejrzyj serial, a potem dokument O.J.: Made in America Ezry Edelmana, nagrodzony w 2017 roku Oscarem. Serial pokazuje proces, dokument pokazuje Los Angeles, które ten proces wychowało.
Ja wyniosłem z obu jedną lekcję. Dyskryminacja nie kończy się w chwili, gdy przestajemy dyskryminować. Zostawia po sobie nieufność, a ta potrafi zniszczyć sprawiedliwość nawet w sprawie, w której o rasę wcale nie chodziło. Przypominam sobie o tym za każdym razem, gdy słyszę „akceptuję, ale…”.
Najczęściej zadawane pytania
Dlaczego O.J. Simpson został uniewinniony?
Obrona podważyła wiarygodność policji: pokazała nagrania detektywa Marka Fuhrmana używającego rasistowskich obelg, zarzuciła śledczym zanieczyszczenie dowodów DNA i odegrała scenę z rękawiczką, która nie pasowała na dłoń oskarżonego. Na tle wcześniejszej sprawy Rodneya Kinga przekonała przysięgłych, że policji nie można ufać.
Czy O.J. Simpson zabił Nicole Brown Simpson?
W procesie karnym w 1995 roku został uniewinniony. W 1997 roku sąd cywilny uznał go odpowiedzialnym za śmierć Nicole Brown Simpson i Rona Goldmana. Simpson do śmierci publicznie zaprzeczał, że jest sprawcą.
Na jakiej książce oparto serial „The People v. O.J. Simpson”?
Pierwszy sezon „American Crime Story” powstał na podstawie książki Jeffreya Toobina „The Run of His Life: The People v. O.J. Simpson” z 1997 roku. Serial miał premierę w telewizji FX w 2016 roku.


