Co robi źle polski katolik? Moralizuje, zamiast rozmawiać
Polski katolik zbyt często moralizuje, zamiast tłumaczyć, a krytykę bierze za atak na wiarę. Moja opinia z 2019 roku i dane o tym, ilu Polaków chodzi na mszę.
Pierwsza publikacja:

Spis treści
- Niska fajność, czyli dlaczego ten przekaz nikogo nie porywa
- Moralizowanie zamiast tłumaczenia
- Krucjata o tęczę, czyli sprawa „Tęczowej Matki Boskiej”
- „Trzecia płeć” w formularzu
- Obrona Kościoła zamiast obrony ofiar
- Co się zmieniło od 2019 roku? Ilu Polaków chodzi do kościoła
- Moje zdanie: mniej etykiet, więcej rozmowy
W maju 2019 roku przeczytałem kilka tekstów o nowych decyzjach papieża Franciszka. Ogłosił wtedy motu proprio Vos estis lux mundi, które zobowiązuje duchownych do zgłaszania przypadków wykorzystywania seksualnego i ich tuszowania. Lubię ruchy tego papieża, ale jeszcze bardziej lubię reakcje na nie. Zawsze jestem ciekaw, co napiszą media prawicowe i katolickie.
Wyobraź sobie, że prezes Poczty Polskiej nagle nakazuje wszystkim pracownikom być przemiłymi, rozwiązywać każdy problem klienta i pracować trzy razy szybciej. Już widzę, jak panie z mojej poczty żegnają się z tabliczką „okienko nieczynne”. Franciszek sprawiał wrażenie normalnego człowieka, przynajmniej jak na kościelne standardy, i walczył z patologiami we własnej instytucji. Wyglądał przy tym jak rodzynek w tłustym kremie.
Od razu zastrzegam, że to tekst opinii. Piszę w nim o pewnym typie publicznie aktywnego polskiego katolika: publicyście, polityku czy celebrycie, który chętnie mówi w imieniu wiary. Nie o wszystkich wierzących, bo znam wielu mądrych katolików z poczuciem humoru, którzy sami łapią się za głowę przy takich wypowiedziach. Moim zdaniem polski katolik tego typu robi źle trzy rzeczy. Zamiast tłumaczyć, moralizuje. Oburza się, zanim zrozumie. A przy przestępstwach seksualnych duchownych broni instytucji, a nie skrzywdzonych.
Niska fajność, czyli dlaczego ten przekaz nikogo nie porywa
Zacznę od rzeczy z pozoru błahej. Najgorszą cechą tego typu katolików jest dla mnie niska fajność. Brzmi dziwnie, ale z mojego doświadczenia są zwyczajnie nudni. Rzadko mają coś ciekawego do powiedzenia, a gdy rozmowa wreszcie robi się interesująca, zatrzymują się na konserwatywnej ścianie. Nie przeklną, nie przesadzą z alkoholem, a na słowo „narkotyki” dostają reakcji alergicznej. Za to chętnie zwrócą Ci uwagę i to w nich kochamy najbardziej.
Nie mam pretensji do nikogo, że nie przeklina. O tym, co ludzie mają z przekleństwami, napisałem zresztą osobny tekst. Chodzi mi o coś innego: wiara, która nie umie rozmawiać, przegrywa z każdym, kto umie. Młody człowiek, który słyszy tylko „nie wolno”, „grzech” i „za moich czasów”, prędzej czy później przestaje słuchać.
Moralizowanie zamiast tłumaczenia
„Nienaturalne”, „infantylne”, „zboczone” – to mogłyby być trzy ulubione słowa moralnego katolika. Mają dosadny wydźwięk, więc nie trzeba sięgać po wulgaryzmy. W 2019 roku spędziłem dłuższą chwilę na twitterowym profilu serwisu Duszpasterstwa.pl. Znalazłem tam treści typowe dla katolickiej prasy, czyli nijakie. Nad tym wpisem myślałem długo i do dziś nie wiem, co autor chciał przekazać:
Zobacz wpis na X (Twitterze)
Drugi wpis z tego samego profilu przypominał, że rozpowszechnianie fake newsów to grzech:
Zobacz wpis na X (Twitterze)
Czytając takie rzeczy, mam wrażenie, że ktoś tu kogoś nie traktuje poważnie. Czy dorosłym ludziom naprawdę trzeba ogłaszać, że kłamstwo jest grzechem? I co z niewinnym żartem na prima aprilis? Można było napisać, jakie szkody wyrządzają masowo rozpowszechniane fałszywe informacje, podać przykłady i pokazać, jak sprawdzić wiarygodność wiadomości. Prościej jednak przykleić etykietę „grzech” i uznać temat za zamknięty.
Etykieta zwalnia z myślenia zarówno autora, jak i czytelnika. A przecież myślenia krytycznego i sprawdzania źródeł katolicka publicystyka mogłaby uczyć z pożytkiem dla wszystkich. Odnoszę wrażenie, że części katolickich publicystów po prostu nie chce się wejść w temat głębiej.
Krucjata o tęczę, czyli sprawa „Tęczowej Matki Boskiej”
Pod koniec kwietnia 2019 roku aktywistka Elżbieta Podleśna rozkleiła w Płocku wizerunki Matki Boskiej Częstochowskiej z tęczową aureolą. Protestowała w ten sposób przeciwko wielkanocnej ekspozycji w jednym z płockich kościołów, która przedstawiała LGBT i „gender” jako grzechy. W maju policja zatrzymała Podleśną i przeszukała jej mieszkanie.
Posłanka Anna Siarkowska poszła dalej i domagała się na Twitterze ścigania wszystkich, którzy udostępniali zmodyfikowany obrazek.
Zobacz wpis na X (Twitterze)
Pomyślałem wtedy, że skoro pani poseł ma czas na ściganie obrazków w internecie, to musiała już rozwiązać wszystkie istotne problemy Polski. Historia miała ciąg dalszy. 2 marca 2021 roku sąd w Płocku uniewinnił Podleśną i dwie inne aktywistki od zarzutu obrazy uczuć religijnych. Uznał, że nie chciały nikogo obrazić, tylko zwrócić uwagę na dyskryminację osób LGBT, a forma protestu mieściła się w granicach wolności słowa. Dlaczego tęcza budzi w Polsce takie emocje, pisałem w tekście „Zaakceptuj sobie geja”.
„Trzecia płeć” w formularzu
Na deser Zofia Klepacka, medalistka olimpijska w windsurfingu. W lutym 2019 roku głośno skrytykowała deklarację LGBT+ podpisaną przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Potem wrzuciła na Instagram zdjęcie formularza zgłoszeniowego z zagranicznych zawodów i oburzony komentarz:
„Podczas zawodów poza Polską wypełniamy formularze zgłoszeniowe, w których musimy określić swoją płeć i tam są trzy warianty – man, woman albo gender”.

Wystarczy spojrzeć na zdjęcie. „Gender” to nazwa rubryki, czyli po angielsku „płeć”, a do wyboru są dwie opcje: M i F. Źle przeczytać formularz może każdy. Gorzej z gotowością do oburzenia, zanim człowiek zrozumie, na co się właściwie oburza.
Takich przykładów niestety nie trzeba długo szukać. Kiedy pomyślę, że mógłbym wylądować w jednej kościelnej ławce z paniami Klepacką, Siarkowską i Krystyną Pawłowicz, mam spore opory przed wejściem do kościoła. Obstawiam, że panie i tak pójdą do komunii, choć nie wyspowiadały się z grzechu pochopnego osądu.
Obrona Kościoła zamiast obrony ofiar
Z powyższych przykładów można się śmiać. Przy przestępstwach seksualnych wobec dzieci w Kościele przestaje być śmiesznie. Po premierze filmu Kler w 2018 roku i dokumentu Tomasza Sekielskiego Tylko nie mów nikomu w maju 2019 roku Polska zaczęła o tym mówić odważniej. Nie brakowało jednak głosów, że oba filmy to atak na Kościół.
Po premierze dokumentu zajrzałem na stronę „Gościa Niedzielnego”, żeby sprawdzić, jakie wywołał echo. Znalazłem krótką notkę: ówczesny przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki dziękował autorowi i stwierdzał, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Nic więcej. Ani słowa o tym, co Kościół zamierza zrobić i kiedy, żadnego komentarza redakcji, żadnych pytań. Trudno to nazwać dziennikarstwem, bardziej przypomina to dział PR episkopatu.
Trudno się potem dziwić, że część katolików uważa całą sprawę za atak na ich wiarę. Ofiary schodzą na dalszy plan, bo najważniejsze jest, żeby nie atakować Kościoła. Wielu wierzy, że Kościół sam rozwiąże problem. Przecież zawsze, gdy coś obiecuje, dotrzymuje słowa.
Co wydarzyło się później?
Uczciwie trzeba przyznać, że od 2019 roku coś się ruszyło, choć głównie pod presją z zewnątrz i z Watykanu.
- 2020. Bracia Sekielscy pokazali drugi film, Zabawa w chowanego. W listopadzie Watykan ukarał kardynała Henryka Gulbinowicza m.in. zakazem udziału w publicznych uroczystościach i pochówku w katedrze. Kardynał zmarł dziesięć dni później.
- 2021. Papież Franciszek w trybie pilnym wezwał polskich biskupów do Rzymu na wizytę ad limina. Jako powód podawano napływające do Watykanu zgłoszenia o zaniedbaniach przy wyjaśnianiu takich spraw.
- 2023. Przepisy z Vos estis lux mundi, wprowadzone w 2019 roku na próbę, stały się stałym prawem Kościoła.
Co się zmieniło od 2019 roku? Ilu Polaków chodzi do kościoła
W 2019 roku napisałem, że Kościół w Polsce czeka raczej cichy odpływ wiernych niż spektakularny kryzys, a gorliwi obrońcy sami się do tego przyczynią. Siedem lat później mogę sprawdzić tę prognozę na liczbach.
Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego co roku liczy wiernych w kościołach. Wskaźnik dominicantes to odsetek zobowiązanych katolików (powyżej 7. roku życia, z wyłączeniem chorych) obecnych na niedzielnej mszy, a communicantes to odsetek tych, którzy przyjmują komunię. Dane pochodzą z ISKK i zestawienia w Wikipedii:
| Rok | Dominicantes | Communicantes |
|---|---|---|
| 2018 | 38,2% | 17,3% |
| 2019 | 36,9% | 16,7% |
| 2020 | brak badania (pandemia) | brak badania |
| 2021 | 28,3% | 12,9% |
| 2022 | 29,5% | 13,9% |
| 2023 | 29,0% | 14,0% |
| 2024 | 29,5% | 14,6% |
Między 2019 a 2021 rokiem ubyło ponad 8 punktów procentowych i wierni już nie wrócili. Część tej zmiany to oczywiście pandemia, która wielu ludzi odzwyczaiła od niedzielnej mszy. Pandemia jednak się skończyła, a kościoły nie zapełniły się z powrotem.
Inne liczby mówią to samo. W Narodowym Spisie Powszechnym 2021 przynależność do Kościoła rzymskokatolickiego zadeklarowało 27,1 mln osób, czyli 71,3% mieszkańców Polski. Około 7,8 mln osób odmówiło odpowiedzi na pytanie o wyznanie, a 2,6 mln zadeklarowało brak wyznania. Pustoszeją też seminaria. W 2003 roku kleryków było w Polsce ok. 6,4 tys., w 2011 roku 3,2 tys., w 2021 roku 1,3 tys. (dane kościelne i GUS), a w 2023 roku, według ISKK, już tylko 1039.
Zmienił się też Watykan. Papież Franciszek zmarł 21 kwietnia 2025 roku, a 8 maja 2025 roku jego następcą został Amerykanin Robert Prevost, który przyjął imię Leon XIV. W Polsce od 2024 roku Konferencji Episkopatu przewodniczy abp Tadeusz Wojda.
Czy za odpływ wiernych odpowiadają „moralizujący katolicy”? Tak postawiona teza byłaby uproszczeniem. Laicyzacja dotyka całej Europy, a Polska po prostu nadrabia zaległości. Uważam jednak, że styl, o którym piszę, mocno ten proces przyspieszył. Trudno przyciągać ludzi, jeśli przez lata komunikuje się im głównie oburzenie.
Moje zdanie: mniej etykiet, więcej rozmowy
Nie mam nic przeciwko wierze. Mam sporo przeciwko wierze, która staje się narzędziem walki politycznej i poczucia moralnej wyższości. Gdybym miał doradzić polskiemu katolikowi trzy rzeczy, byłyby to:
- Tłumacz, zamiast etykietować. „Grzech” nie jest argumentem dla nikogo, kto nie podziela Twojej wiary, a takich ludzi jest coraz więcej.
- Najpierw zrozum, potem się oburzaj. Zarówno formularz zgłoszeniowy, jak i tęczowy obrazek zasługiwały na chwilę namysłu.
- Stań po stronie skrzywdzonych, nawet jeśli to boli instytucję. Żadna kampania wizerunkowa tego nie zastąpi.
Franciszek pokazał, że da się być papieżem i jednocześnie normalnym człowiekiem z poczuciem humoru. Szkoda, że tak niewielu polskich katolików wzięło z niego przykład. A Ty chodzisz jeszcze do kościoła? Jeśli przestałeś, co przelało czarę?
Najczęściej zadawane pytania
Ilu Polaków chodzi do kościoła?
Według Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego w 2024 roku w niedzielnej mszy uczestniczyło 29,5% zobowiązanych katolików, a komunię przyjmowało 14,6%. Przed pandemią, w 2019 roku, było to odpowiednio 36,9% i 16,7%.
Ilu Polaków deklaruje się jako katolicy?
W Narodowym Spisie Powszechnym 2021 przynależność do Kościoła rzymskokatolickiego zadeklarowało 27,1 mln osób, czyli 71,3% mieszkańców. Około 7,8 mln osób odmówiło odpowiedzi na pytanie o wyznanie, a 2,6 mln zadeklarowało brak wyznania.

