Mam serdecznie dość latania samolotami
Latanie samolotem miało być szybkie i wygodne, a jest ciągiem kolejek. Zasada 100 ml, maski, LOT i lotniska oczami pasażera, z aktualizacją na 2026 rok.
Pierwsza publikacja:

Spis treści
- Dlaczego latanie samolotem zajmuje tyle czasu?
- Zasada 100 ml, czyli prowizorka na dwadzieścia lat
- Maski w samolotach: nie dotyczy spożywających posiłki
- LOT, czyli najgorsze linie lotnicze świata (widziane z mojego fotela)
- Latanie z Gdańska: waga, rolki i pani kierownik
- Okęcie: jedno stanowisko na dwieście osób
- Jak przetrwać latanie samolotem? Moje zasady
- Co się zmieniło od 2022 roku?
- Moje zdanie
Wiele razy zabierałem się do napisania tego tekstu, bo wiele razy nie mogłem wyjść z podziwu, jak potulnie godzimy się na fatalny komfort latania samolotami. Pandemia dorzuciła kolejne utrudnienia i przekroczyła moje wyobrażenia o tym, jak bardzo można zepsuć coś, co kiedyś było przygodą.
Piszę te słowa w styczniu 2022 roku, po wielu lotach w czasie pandemii. Moja diagnoza jest prosta: latanie samolotem jest dziś szybkie tylko w powietrzu. Na ziemi to seria kolejek, przepisów, których nikt nie potrafi sensownie uzasadnić, i obsługi, która zbyt często zapomina, kto jej płaci. Na końcu dopisałem, co zmieniło się od tamtej pory. Zmieniło się sporo, choć niekoniecznie na lepsze.
Dlaczego latanie samolotem zajmuje tyle czasu?
Lot z Gdańska do Londynu trwa około dwóch godzin, ale cała podróż już nie. Na lotnisku trzeba być dużo wcześniej, żeby odstać swoje w kilku kolejkach: do odprawy (jeśli ktoś musi sprawdzić dokumenty), do kontroli bezpieczeństwa, do kontroli paszportowej i do wejścia na pokład. Przy lotach z przesiadkami bywa, że stanie w kolejkach to większość podróży, a sam lot jest tylko przerywnikiem.
Gdyby to był stan stały, pewnie bym się przyzwyczaił. Denerwuje mnie to, że z roku na rok latanie robi się bardziej skomplikowane. Każdy incydent, każda pandemia i każda nowa polityka graniczna dokłada kolejny formularz, kontrolę albo opłatę, a zdejmuje się bardzo niewiele.
Zasada 100 ml, czyli prowizorka na dwadzieścia lat
Mój ulubiony przykład to przepis, który pozwala wnieść na pokład płyny tylko w pojemnikach do 100 ml, zapakowanych razem w przezroczystą torebkę o pojemności do litra. Powstał po tym, jak w sierpniu 2006 roku brytyjskie służby rozbiły spisek, którego uczestnicy chcieli wnieść na pokłady samolotów lecących do USA i Kanady ciekłe materiały wybuchowe ukryte w butelkach po napojach. Unia Europejska wprowadziła ograniczenia jesienią tego samego roku, rozporządzeniem Komisji nr 1546/2006.
Od początku mówiło się, że to rozwiązanie przejściowe, do czasu, aż lotniska dostaną sprzęt zdolny odróżnić wodę od materiału wybuchowego. Taki sprzęt istnieje: to skanery tomograficzne (CT). Tyle że ich instalacja idzie tak wolno, że prowizorka przetrwała prawie dwie dekady.
Jest w tej historii szczegół, który lubię przypominać. Spisku z 2006 roku nie wykryła kontrola na lotnisku, tylko długa obserwacja prowadzona przez policję i MI5. Zamachowców zatrzymano, zanim w ogóle doszli do bramki.
Teatr bezpieczeństwa w praktyce
Kontrole bezpieczeństwa bywają zwyczajnie żartem. Latając po Azji, wkładałem do plecaka dwie butelki wody. Mój bagaż oczywiście zatrzymywano, ja wyciągałem jedną butelkę i mnie puszczano. Druga leciała ze mną. Po jakimś czasie wprowadzono procedurę ponownego prześwietlania bagażu, ale to, co moje, zdążyłem już zaoszczędzić na taniej wodzie. Dziś latam z pustą butelką i piję wodę z kranu na lotnisku.
Dużo latałem też z rolkami i kluczem do nich. Na każdym lotnisku była to loteria, czy ktoś przyczepi się do długości klucza. Takie procedury mają przede wszystkim dobrze wyglądać. W branży mówi się na to „teatr bezpieczeństwa”.
Mam wrażenie, że z zamachami na samoloty jest trochę jak z bronią atomową. Korea Północna ją ma, ale jej nie użyje, bo boi się odpowiedzi. Zamach da się przeprowadzić, ale chętnych jest niewielu, a na tych nielicznych lepiej działa wywiad niż konfiskowanie szamponu.
Maski w samolotach: nie dotyczy spożywających posiłki
Od początku pandemii latam regularnie i to, co widzę na pokładach, nazwałbym festiwalem nieporadności. W samolotach, którymi leciałem, nie było żadnej redukcji miejsc. Siedzieliśmy ramię w ramię, ale każdy musiał mieć maskę.
Awanturujący się pasażerowie są wyprowadzani z samolotu za jej brak i trafiają do wiadomości. Kiedy jednak przychodzi pora na kanapki, maski zdejmują wszyscy. Możesz przez cały lot jeść i pić, i nikt nie ma z tym problemu.
Latając Lufthansą, byłem zaskoczony, jak skrupulatnie pilnowano masek. Wystarczyło zsunąć ją na chwilę z nosa, a czujna stewardesa (w mojej wyobraźni miała na imię Helga) już stała obok. Do czasu serwisu, bo wtedy wszystko było w porządku.
Nie twierdzę, że maski nie działają. Piszę o logice przepisu. Reguła, od której co godzinę robi się wyjątek dla wygody, nikogo nie chroni, za to uczy ludzi, że przepisy są na pokaz. O tym, jak w pandemii czytać dane zamiast nagłówków, pisałem już w tekście o tym, czego koronawirus powinien nas nauczyć.
LOT, czyli najgorsze linie lotnicze świata (widziane z mojego fotela)
Za każdym razem, kiedy lecę LOT-em, mam złe doświadczenia. To oczywiście moja subiektywna ocena, oparta na kilkunastu lotach, a nie na rankingach. Uważam, że bez pieniędzy podatników ta firma dawno by upadła. Fakty są takie, że w ciągu dekady państwo dwa razy ruszało jej na ratunek. W latach 2012–2014 była to pożyczka ratunkowa 400 mln zł i zatwierdzona przez Komisję Europejską pomoc na restrukturyzację do 804 mln zł, a w 2020 roku pakiet około 2,9 mld zł (pożyczka i dokapitalizowanie).
Najgorsze doświadczenia mam z personelem. Ostatnio leciałem Embraerem i w schowkach nad głową nie było już miejsca, więc wsunąłem plecak pod siedzenie, a nogi wyciągnąłem w przejście, bo jestem wysoki. Chowałem je, kiedy ktoś przechodził, ale stewardesa bardzo gburowatym tonem stwierdziła, że tak nie może być. Powiedziałem, że schowki są pełne. Mimo to sprawdziła wszystkie po kolei. Kiedy niczego nie znalazła, bez słowa wróciła do swoich obowiązków. Dla porządku dodam, że kupić biletu w ich aplikacji też mi się nie udało.
Podobne sytuacje zdarzały mi się w tanich liniach, ale personel Wizz Aira, Ryanaira czy easyJetu był wyraźnie milszy. Wiele razy proponowano mi tam bezpłatną przesiadkę na miejsce z większą przestrzenią na nogi. W LOT-cie działają silne związki zawodowe i odnoszę wrażenie, że części personelu daje to poczucie bezkarności. To tylko hipoteza. W wielu uzwiązkowionych liniach obsługa jest świetna, więc problem leży raczej w kulturze firmy niż w samym związku.
Jedzenie na lotach europejskich jest dla mnie nie do zjedzenia. Wolałbym, żeby skupili się na wodzie i herbacie. Najlepszą laurką jest nalewanie wody z dużej butelki do plastikowych kubeczków. Plastik i tak jest zużywany, ale dać pasażerowi małej butelki nie można, bo za drogo.
Kiedy ktoś mówi, że Miś Stanisława Barei to przerysowany obraz PRL, przypomina mi się lot LOT-em z Warszawy do Gdańska. Po starcie stewardesa przechodzi z koszykiem i rozdaje batoniki. Pytam, czy wie, o której wylądujemy. Odpowiada, że ona batoniki rozdaje.
Latanie z Gdańska: waga, rolki i pani kierownik
Gdańskie lotnisko to w porównaniu z Okęciem mały port. Najciekawsza była zawsze strefa poza Schengen, mieszcząca się w starym terminalu. Wiele lat temu, gdy latałem do Londynu, przed boardingiem wszyscy pasażerowie stali w kolejce do wyjścia, a panie z obsługi tanich linii sprawdzały, czy ktoś nie przekroczył limitu bagażu, żeby doliczyć mu opłatę. Nie robiły tego na oko. Chodziły z wagą i miarką, a kiedy miałem rolki, potrafiły się przyczepić, że są za duże.
Rozmowa była zawsze tak samo absurdalna. Słyszałem, że rolki się nie mieszczą. Odpowiadałem, że mogę wyjąć klucz, rozkręcić je na części i wtedy wszystko się zmieści, i pytałem, czy mam to zrobić teraz. Na szczęście zawsze odpuszczały.
Inna historia wydarzyła się pewnego covidowego lata. Leciałem do Londynu bez bagażu rejestrowanego, ale musiałem przejść odprawę przy stanowisku, bo linia musiała sprawdzić dodatkowe dokumenty. Kolejka ciągnęła się przez pół hali, więc usiadłem z boku i patrzyłem, jak rodacy oddają się naszemu sportowi narodowemu, czyli staniu w kolejce. Kiedy zostało kilka osób, podszedłem i usłyszałem, że odprawa jest zamknięta. Okazało się, że kolejka zdążyła się zmienić, a wszyscy pasażerowie mojego lotu byli już odprawieni. Ponownie otworzyć odprawy się nie dało, bo lista została wydrukowana.
Na szczęście byłem na kacu i miałem do wszystkiego spory dystans, choć ciśnienie rosło. Odesłano mnie do informacji. Przy okienku stała para w identycznej sytuacji, której właśnie proponowano kupno nowych biletów. Przy drugim okienku skierowano mnie do kierownika zmiany, którego drzwi były trzy metry dalej.
Pani kierownik powiedziała, że to moja wina. Odparłem, że nie było ostatniego wezwania, na co usłyszałem, że przy odprawie nikt go nie robi. Dodałem, że nie było komunikatów głosowych. Nie mają takiego obowiązku. Zapytałem więc, czy możemy coś zrobić razem, bo sytuacja jest dla wszystkich nowa i powinniśmy sobie pomagać. Bez słowa wyszła i po chwili przyniosła mi kartę pokładową. Wspomniana para kupiła nowe bilety i spotkaliśmy się w tym samym samolocie.
Okęcie: jedno stanowisko na dwieście osób
Kolejna historia wydarzyła się w Warszawie. Wracałem z Bułgarii z przesiadką na Okęciu. Planowo miałem godzinę na przesiadkę, a samolot wylądował wcześniej, więc zyskałem jeszcze kwadrans. Spokojnie podszedłem do kontroli paszportowej i czekałem, a atmosfera powoli się podgrzewała. Okazało się, że obywateli UE odprawia jedna osoba, a w kolejce stoi ich około dwustu. Sprawdzenie jednego pasażera trwało czasem pięć minut.
Ludzie zwracali uwagę obsłudze i strażnikom granicznym, którzy ustawili się jak oddział prewencji przed kibicami. Drugie stanowisko otworzono dopiero po 50 minutach. Zaczęło się przepychanie i wzajemne pretensje. Przedostałem się 10 minut przed odlotem, po czym okazało się, że trzeba jeszcze przejść kontrolę bezpieczeństwa. Masa ludzi spóźniła się na swoje samoloty, ja też.
Odnoszę wrażenie, że lotnisku i Straży Granicznej brakuje ludzi, a ci, którzy są, nie radzą sobie w sytuacjach kryzysowych. Funkcjonariusze zachowywali się tak, jakby pilnowali stadionu, a nie hali pełnej zmęczonych pasażerów. Do spacyfikowania kogoś zabrakło naprawdę niewiele.
Jak przetrwać latanie samolotem? Moje zasady
Nie zmienię lotnisk ani linii lotniczych, ale po latach wypracowałem kilka zasad, które oszczędzają mi nerwów:
- Pusta butelka w plecaku. Przechodzi przez kontrolę bez problemu, a za bramką nalewasz wodę z kranu albo poidełka.
- Odprawa online to nie wszystko. Jeśli linia musi sprawdzić dokumenty (wizę, ETA, kiedyś zaświadczenia covidowe), idź do stanowiska od razu, a nie siadaj z boku jak ja.
- Przesiadki na jednym bilecie i z zapasem. Gdy pierwszy lot się spóźni, a obie podróże są na jednej rezerwacji, przewoźnik musi zawieźć Cię do celu. Przy dwóch osobnych biletach to Twój problem.
- Znaj swoje prawa. Unijne rozporządzenie 261/2004 daje 250, 400 lub 600 euro odszkodowania za opóźnienie na miejscu docelowym o co najmniej 3 godziny, chyba że przewoźnik wykaże nadzwyczajne okoliczności.
- Pytaj spokojnie, ale do skutku. Pani kierownik w Gdańsku przekonała mnie, że uprzejmy upór działa lepiej niż awantura.
- Mniej bagażu, mniej dyskusji. Rolki w bagażu podręcznym to proszenie się o kłopoty.
Jeśli każda podróż kończy się u Ciebie skokiem ciśnienia, zajrzyj też do mojego tekstu o tym, co zrobić, żeby się nie stresować.
Co się zmieniło od 2022 roku?
Od napisania tego tekstu minęło kilka lat, więc sprawdziłem, co z moich narzekań nadal jest aktualne.
| Temat | Styczeń 2022 | Październik 2026 |
|---|---|---|
| Maski w samolotach | obowiązkowe | EASA i ECDC od 16 maja 2022 r. nie zalecają już obowiązku, Niemcy zniosły obowiązek w samolotach 1 października 2022 r. |
| Płyny w bagażu podręcznym | 100 ml na prawie każdym lotnisku | nadal 100 ml w większości portów, ale tam, gdzie stoją skanery CT, limit znika (np. Dublin w 2025 r.) |
| Wielka Brytania | paszport i formularze covidowe | od 2 kwietnia 2025 r. obywatele UE potrzebują zezwolenia ETA, dziś za 20 funtów |
| Bułgaria i Rumunia | poza strefą Schengen | w Schengen: granice lotnicze od 31 marca 2024 r., lądowe od 1 stycznia 2025 r. |
| Kontrola na granicach Schengen | stemple w paszportach | system EES dla podróżnych spoza UE, uruchamiany od 12 października 2025 r., w pełni działa od 10 kwietnia 2026 r. |
| LOT | po pandemicznej pomocy państwa | 2025 rok: 350 mln zł zysku netto i 11,7 mln pasażerów, zamówione Airbusy A220 |
Kilka rzeczy wymaga komentarza. Moja historia z Okęcia na trasie z Bułgarii dziś by się nie wydarzyła, bo od 2024 roku to lot wewnątrz Schengen bez kontroli paszportowej. Za to unijny system EES, który rejestruje odciski palców i zdjęcia podróżnych spoza UE, latem 2026 roku wydłużył kolejki na części przejść granicznych i lotnisk. Rejestrację przechodzą tylko podróżni spoza Unii, ale w tej samej hali czekają wszyscy.
LOT mnie zaskoczył. Według komunikatu przewoźnika w 2025 roku miał 10,22 mld zł przychodów i 350 mln zł zysku netto, a już 2023 rok był rekordowy. W czerwcu 2025 roku zamówił 40 Airbusów A220 (z opcją na kolejne 44), które od 2027 roku mają zastępować Embraery. Moją tezę, że bez pieniędzy państwa firma by upadła, muszę więc złagodzić. O personelu zdania nie zmieniam, dopóki nie przekonam się na własnych nogach.
Zmieniają się też prawa pasażerów. W czerwcu 2025 roku państwa UE przyjęły stanowisko, według którego odszkodowanie przysługiwałoby dopiero po 4–6 godzinach opóźnienia zamiast po trzech. Europejska organizacja konsumencka BEUC ostrzega, że to cofanie praw pasażerów. Zanim złożysz reklamację, sprawdź, jakie przepisy obowiązują w dniu Twojego lotu.
Moje zdanie
Nie liczę na to, że latanie stanie się wygodniejsze. Zbyt łatwo godzimy się na kolejne ograniczenia, nie patrząc, ile kosztują nas czasu i nerwów. Gdy zdejmujemy jedno (maski, limit płynów na niektórych lotniskach), zaraz pojawia się drugie (ETA, EES).
W styczniu 2022 roku miałem latania dość i postanowiłem przesiąść się do samochodu. Jak mi to wyszło, opisałem kilka tygodni później w długodystansowym teście mojego Audi. Zastrzegałem wtedy, że pewnie zaraz zacznę się denerwować na coś innego i zatęsknię za lotniskiem. A Ty? Godzisz się na lotniskowe kolejki, czy też szukasz innych sposobów podróżowania?
Najczęściej zadawane pytania
Dlaczego do samolotu nie można wnieść płynów powyżej 100 ml?
Limit wprowadzono w 2006 roku po wykryciu w Wielkiej Brytanii spisku, którego uczestnicy chcieli wnieść na pokład ciekłe materiały wybuchowe w butelkach po napojach. Zwykłe prześwietlarki nie odróżniają ich od wody, dlatego ograniczenie znika dopiero tam, gdzie lotniska zainstalowały skanery tomograficzne (CT).
Ile wynosi odszkodowanie za opóźniony lot w UE?
Według rozporządzenia 261/2004 przy opóźnieniu na miejscu docelowym o co najmniej 3 godziny przysługuje 250, 400 albo 600 euro, zależnie od długości trasy. Przewoźnik nie płaci, jeśli wykaże nadzwyczajne okoliczności, np. pogodę. UE pracuje nad zmianą tych zasad, więc sprawdź przepisy obowiązujące w dniu lotu.
Czy Polak potrzebuje zezwolenia na wjazd do Wielkiej Brytanii?
Tak. Od 2 kwietnia 2025 roku obywatele UE (poza Irlandczykami) muszą przed podróżą do Wielkiej Brytanii mieć elektroniczne zezwolenie ETA. Wniosek składa się online, a opłata wynosi obecnie 20 funtów.

