Osobiste wycieczki w skarpetach i sandałach

Co ludzie mają z tymi przekleństwami? Krótka historia polskiego bluzgu

Przekleństwa są w polszczyźnie od średniowiecza, u Kochanowskiego i u Fredry. Sprawdzam, skąd się wzięły, czemu oburzają i dlaczego przeklinanie łagodzi ból.

Pierwsza publikacja:

Czarno-biały portret Józefa Piłsudskiego w mundurze, z charakterystycznymi sumiastymi wąsami i krzaczastymi brwiami
Józef Piłsudski. Przypisuje mu się kilka najsłynniejszych polskich powiedzeń z wulgaryzmem w roli głównej.
Spis treści
  1. Czym są przekleństwa i ile ich mamy?
  2. Dlaczego przeklinanie pomaga? Co mówi nauka
  3. Skąd to oburzenie? Moja hipoteza o PRL
  4. Wulgaryzmy w polskiej literaturze: od Reja do Gombrowicza
  5. „Do k… nędzy”: co znaczy i skąd się wzięło?
  6. Przekleństwa mają datę ważności
  7. Czy za przeklinanie grozi kara?
  8. Emotikony, czyli nowe przekleństwo
  9. Moje zdanie

Każdy przeklina. Jedni w chwili uniesienia, inni zamiast przecinka. Większość przekleństw wywodzi się ze słów tabu, które łamią normy obyczajowe. Takie słowa są w języku od zawsze. Znają je wszyscy, ale nie każdy ma odwagę ich używać. Kiedyś wierzono, że wulgaryzmy mogą ściągnąć karę boską albo nieszczęście. Dziś ściągają co najwyżej oburzenie.

Przekleństwa pełnią kilka funkcji: wzmacniają wypowiedź, budują poczucie wspólnoty i pozwalają rozładować emocje. Ta ostatnia funkcja ma solidne podstawy naukowe, bo przeklinanie mierzalnie łagodzi ból. Dlatego gdy uderzymy się w palec, okrzyk „kurwa mać!” przynosi ulgę. W tym tekście sprawdzam, skąd się biorą polskie przekleństwa, skąd bierze się oburzenie na nie i co właściwie znaczą najpopularniejsze z nich.

Czym są przekleństwa i ile ich mamy?

Językoznawca Jerzy Bralczyk wyliczył, że podstawowych polskich wulgaryzmów jest tylko pięć: „chuj”, „pizda”, „jebać”, „pierdolić” i „kurwa”. Cała reszta to ich kombinacje, wyrazy pochodne i związki frazeologiczne. Słowo „przekleństwo” do dziś oznacza też złorzeczenie, czyli wzywanie nieszczęścia na czyjąś głowę. Słowo „wulgaryzm” pochodzi z łacińskiego vulgaris, „pospolity”.

Przeklina większość z nas. Według sondażu CBOS z 2013 roku, na który powoływał się „Newsweek”, wulgaryzmów używa ośmiu na dziesięciu dorosłych Polaków, częściej mężczyźni i ludzie młodzi. Językoznawczyni Magdalena Hądzlik-Dudka znalazła w Narodowym Korpusie Języka Polskiego 11 743 wystąpienia słowa „kurwa” i wyraźny wzrost jego użycia po 1990 roku.

Dlaczego przeklinanie pomaga? Co mówi nauka

W 2009 roku psycholog Richard Stephens z Keele University opublikował badanie o przewrotnie prostym schemacie. Uczestnicy trzymali dłoń w lodowatej wodzie, raz powtarzając przekleństwo, a raz neutralne słowo. Z przekleństwem wytrzymywali dłużej, mieli szybsze tętno i odczuwali mniejszy ból. Autorzy tłumaczą to reakcją „walcz albo uciekaj”: bluzg wywołuje emocje, a emocje tłumią ból.

Kolejne eksperymenty doprecyzowały ten obraz:

Wniosek jest dla mnie zabawny i pouczający zarazem. Przekleństwo działa jak lek, który się zużywa. Kto rzuca „kurwą” co trzecie słowo, w chwili prawdziwego bólu nie ma już po co sięgnąć. Traktuj to oczywiście jako ciekawostkę, a nie poradę medyczną.

Skąd to oburzenie? Moja hipoteza o PRL

Mimo rozwoju intelektualnego społeczeństwa wciąż mamy wśród siebie ludzi, których oburza każdy wulgaryzm. Moim zdaniem to w dużej mierze spadek po kilkudziesięciu latach komunizmu. Ludzie, którzy przeżyli PRL, dostali sporą dawkę propagandy, sztywnych zasad i reguł współżycia. Nawet ci, którzy się przed nią bronili, musieli coś z tego otoczenia wynieść.

Mam na to pewne podstawy. Wiktor Henryk Gardocki w książce Cenzura wobec literatury polskiej w latach osiemdziesiątych XX wieku (2017) opisuje, że cenzura traktowała przekleństwa jako niemoralne, dlatego wulgaryzmy rzadko trafiały do druku. Kontrast widać w kinie: w Psach Władysława Pasikowskiego z 1992 roku, nakręconych już po zniesieniu cenzury, bohaterowie przeklinają gęsto i bez kompleksów.

Muszę jednak uczciwie dodać kontrargument. Tabu wokół wulgaryzmów jest dużo starsze niż PRL i stoją za nim także Kościół i przedwojenna etykieta. Zofia Kossak we wspomnieniach z obozu koncentracyjnego zastąpiła słowo „kurwa” „kulfonem”, a Melchior Wańkowicz drwił z tego w felietonie Czy tylko sarmackość?: „Biedna kurwa! Za tyle lat wiernej służby językowi!”. PRL też nie był jednolity, bo w Seksmisji z 1983 roku „kurwa mać” działa jako hasło uruchamiające windę.

Wulgaryzmy w polskiej literaturze: od Reja do Gombrowicza

Wulgaryzmy były obecne od zawsze, a mądrzy ludzie używali ich we właściwych momentach. Średniowieczne roty sądowe notują obelgę „kurwie macierze syny”. Jedno z najstarszych zapisanych polskich przysłów, dopisane w latach 30. XVI wieku przez czytelnika na egzemplarzu traktatu Arystotelesa, brzmi: „Kto nie ma kurwy w swym rodzie, tedy to zmaż”.

Mikołaj Rej pisał: „Nie masz tak zamku s twardego żelaza / By przezeń kurwa s kotką nie wylazła”. Jan Kochanowski we fraszce Na matematyka z Fraszek, ksiąg pierwszych (tekst w Wolnych Lekturach) puentuje uczonego tak:

Ziemię pomierzył i głębokie morze,
Wie, jako wstają i zachodzą zorze;
Wiatrom rozumie, praktykuje komu,
A sam nie widzi, że ma kurwę w domu.

Jan Andrzej Morsztyn napisał wiersz Precz kurwom z Zamościa, a Juliusz Słowacki w Zawiszy Czarnym wkłada jednej z bohaterek w usta „k…” wymierzone w rywalkę. Aleksander Fredro napisał w 1817 roku swawolny poemat Sztuka obłapiania, który krążył w rękopisie i został wydrukowany dopiero w 1926 roku. Przyszły autor Zemsty radził w nim:

Jeb, Młodzieńcze, jeb, lecz miej zwyczaj drogi,
Ze świecą kurwie patrzeć między nogi.

W liceum omawialiśmy Ferdydurke i pochylaliśmy się nad „pupą”, jakby była wulgaryzmem. A przecież „pupa” to słowo z dziecięcego słownika i właśnie o to w powieści chodzi. Już wtedy wydawało mi się to głupie. Nikt nie uczył nas, jak podchodzić do przekleństw. Traktowano je jak narkotyki: wszystkie złe, z wyjątkiem tych, które są akurat w porządku, czyli alkoholu i papierosów. O tym, że rozsądniej jest rozmawiać o ryzyku niż udawać, że problemu nie ma, pisałem przy okazji redukcji szkód.

Moim ulubionym bohaterem tej opowieści jest jednak Józef Piłsudski. Często cytuje się jego powiedzenie o Polakach: „Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy”. Według relacji Aleksandra Skrzyńskiego, przytoczonej przez Macieja Rataja, zapytany o program swojego ugrupowania Marszałek miał odpowiedzieć: „Bić kurwy i złodziei”.

„Do k… nędzy”: co znaczy i skąd się wzięło?

„Do kurwy nędzy” to wulgarny wykrzyknik. Wikisłownik opisuje go jako emocjonalne wyrażenie pretensji, niezadowolenia, niedowierzania albo frustracji i podaje angielski odpowiednik „for fuck’s sake”. Najczęściej wtrąca się go w pytanie: „Co, do kurwy nędzy, tu się dzieje?”, „Gdzie, do kurwy nędzy, są kluczyki?”. Związek notuje też Słownik polskich przekleństw i wulgaryzmów Macieja Grochowskiego z 1995 roku.

Nie znalazłem źródła, które wskazywałoby, kiedy dokładnie ten zwrot powstał. Widać za to, jak jest zbudowany. To ten sam schemat co „do diabła”, „do licha”, „do stu piorunów” czy „do jasnej cholery”: przyimek „do” i rzeczownik w dopełniaczu, ślad dawnych złorzeczeń w rodzaju „idź do diabła”. Moim zdaniem „nędza”, czyli skrajne ubóstwo, dokłada do „kurwy” drugi ciężki rzeczownik i rytm, który dobrze się wykrzykuje. Walery Pisarek i Jerzy Bralczyk zwracali uwagę, że siłę samej „kurwy” robi brzmienie, czyli głoski k, r i w.

Samo słowo „kurwa” jest dużo starsze niż ten zwrot. Pochodzi z prasłowiańskiego kury (dopełniacz kurъve), a we współczesnej formie funkcjonuje od XV wieku. Etymologów dzieli pierwotne znaczenie: jedni wiążą je z „kurem”, czyli kogutem, inni z praindoeuropejskim rdzeniem oznaczającym „kochaną”. Badacze odrzucają za to popularne wyjaśnienie, jakoby słowo pochodziło od łacińskiego curvus („krzywy”). Wszystkie te ustalenia zebrano w porządnie uźródłowionym artykule w polskiej Wikipedii.

Przy okazji wyjaśnia się „kurwa mać”. „Mać” to staropolskie słowo oznaczające matkę, które przetrwało w gwarze Śląska Cieszyńskiego. Pierwotnie była to więc obelga pod adresem czyjejś matki, krewna średniowiecznego „kurwie macierze syna”.

Przekleństwa mają datę ważności

Przekleństwa trzeba oglądać w czasie. Jeśli wszyscy będziemy używać danego wulgaryzmu, straci moc i stanie się zwykłym słowem. Gdybym dziś powiedział do Ciebie „niech cię ogień piekielny pochłonie”, raczej byś się uśmiechnął, niż obraził.

Najlepszy przykład to „huncwot”. Dziś tak mówimy o urwisie, który podkrada ciastka. Słowo pochodzi z niemieckiego Hundsfott, czyli dosłownie „psi srom”, a w niemczyźnie było ciężką obelgą. Działa to też w drugą stronę: gdy przekleństwo jest zbyt mocne, wymyślamy eufemizmy w rodzaju „kurczę”, „kurde” albo „kurna chata”, które z czasem same stają się neutralne.

Podobny mechanizm widać w badaniach Stephensa. Przekleństwo, którego używasz bez przerwy, przestaje działać także na Ciebie.

Czy za przeklinanie grozi kara?

Grozi, choć rzadko. Art. 141 kodeksu wykroczeń mówi, że kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoity napis lub rysunek albo „używa słów nieprzyzwoitych”, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 zł albo nagany. W 2017 roku, jak opisała „Polityka”, Jerzy Owsiak zapłacił 100 zł kary za wulgaryzmy użyte podczas Przystanku Woodstock.

Przeklinanie to co innego niż obrażanie konkretnej osoby, a tym bardziej niż atakowanie ludzi za to, kim są. Ta druga kategoria to już mowa nienawiści i z wulgaryzmem jako okrzykiem bólu nie ma wiele wspólnego.

Emotikony, czyli nowe przekleństwo

Doświadczyłem też nowego sposobu postrzegania przekleństw, który przyniosła technologia. Każdy zna emotikony i wstawia je niemal wszędzie. Dzięki nim nasze wiadomości są usłane serduszkami i uśmiechami. Niektórzy są przez to skołowani, kiedy piszesz do nich bez emotikon.

Polecam prosty eksperyment. Napisz komuś wulgarny zwrot z uśmiechniętą buźką, a po jakimś czasie ten sam zwrot bez niej. Jest spora szansa, że za drugim razem się obrazi, a potem zrobi mu się głupio, gdy pokażesz mu pierwszą wiadomość. Wygląda na to, że dziś obraża bardziej brak emotikony niż obecność wulgaryzmu.

Moje zdanie

Nie powinniśmy podchodzić do przekleństw naiwnie. Takiej naiwności wymagał od nas PRL. Wulgaryzmy są częścią języka i bardzo dobrym narzędziem do rozładowania emocji, pod warunkiem że używamy ich rzadko i świadomie. Szkoła zamiast wstydliwie omijać temat mogłaby uczyć, kiedy przekleństwo jest na miejscu, a kiedy obraża. A o tym, czy jedno z nich pisze się przez „h”, czy przez „ch”, wspominałem w tekście o Radzie Języka Polskiego.

Gombrowicz zakończył Ferdydurke słowami „Koniec i bomba, a kto czytał, ten trąba!”. Ja w tekście o przekleństwach pozwolę sobie na wersję bardziej na temat: koniec i chuj.

Najczęściej zadawane pytania

Co znaczy „do k… nędzy”?

To wulgarny wykrzyknik wyrażający pretensję, złość, frustrację albo niedowierzanie, np. „Gdzie, do kurwy nędzy, są kluczyki?”. Wikisłownik podaje jako angielski odpowiednik „for fuck’s sake”.

Czy przeklinanie zmniejsza ból?

Badania Richarda Stephensa z Keele University pokazują, że powtarzanie przekleństwa zwiększa tolerancję bólu i przyspiesza tętno. Efekt jest słabszy u osób, które przeklinają na co dzień.

Czy za przeklinanie w miejscu publicznym grozi kara?

Tak. Art. 141 kodeksu wykroczeń przewiduje za używanie nieprzyzwoitych słów w miejscu publicznym karę ograniczenia wolności, grzywnę do 1500 zł albo naganę. W praktyce ten przepis stosuje się rzadko.

Pozostałe wpisy