Osobiste wycieczki w skarpetach i sandałach

Robert Gryn – kim jest, co robi i co o nim myśleć?

Robert Gryn w 2023 roku odszedł z Metahero i Everdome, a potem zniknął z mediów społecznościowych. Kim jest, ile był wart i na czym zarabiał Codewise?

Pierwsza publikacja:

Robert Gryn bez koszulki wskazuje ręką tablicę z wynikami treningów na ergometrze wioślarskim
Robert Gryn – źródło: reasumuja.co
Spis treści
  1. Kim jest Robert Gryn? Wiek, wykształcenie i początki
  2. Co piszą o nim media i dlaczego Robert Gryn nie ma hasła w Wikipedii?
  3. Na czym zarabia Codewise? Zeropark i Voluum bez marketingowej waty
  4. Naciąganie w internecie było, jest i będzie
  5. Dlaczego mam problem z Robertem Grynem?
  6. Co Robert Gryn mógłby zrobić inaczej?
  7. Co się zmieniło od 2018 roku?
  8. Co robi Robert Gryn w 2026 roku?
  9. Moje zdanie

Ostatnio głośno jest o najmłodszym polskim milionerze, który dorobił się sam. Robert Gryn ma 31 lat, a „Forbes” wycenił jego majątek w tegorocznym rankingu 100 najbogatszych Polaków na 612 mln zł. Nie jest synem Kulczyka ani innego barona transformacji. Pochodzi z zamożnej, choć nie bajecznie bogatej rodziny, skończył dobre studia i świetnie mówi po angielsku. Kiedy to przeczytałem, naprawdę się ucieszyłem. Wreszcie jakiś wzór dla młodych polskich przedsiębiorców.

Potem spróbowałem się dowiedzieć, na czym on właściwie zarabia, i trafiłem na ścianę. Reklama, marketing, technologia. Dużo słów, mało treści. Strona Codewise nie odpowiada na proste pytanie, kto i za co płaci tej firmie, a polskie media piszą głównie o samochodzie, mieszkaniu i akwarium.

Po kilku wieczorach czytania doszedłem do takiego wniosku: Codewise zarabia na infrastrukturze dla marketingu afiliacyjnego, również dla tej jego części, która żyje z reklam skierowanych do naiwnych. Poniżej wyjaśniam, skąd to wiem. Wyjaśniam też, dlaczego bardziej niż sam biznes przeszkadza mi sposób, w jaki się o nim mówi.

Aktualizacja 2026: tekst napisałem we wrześniu 2018 roku i zostawiam w nim tamtą perspektywę. Jeśli szukasz odpowiedzi na pytanie, co Robert Gryn robi dziś, to krótko: w 2023 roku wycofał się z kryptowalutowych projektów Metahero i Everdome, usunął konta na Twitterze i LinkedInie i od tamtej pory nie znalazłem wiarygodnych informacji o jego nowym biznesie. Szczegóły i źródła są w dwóch sekcjach na końcu.

Kim jest Robert Gryn? Wiek, wykształcenie i początki

Najwięcej konkretów o jego życiorysie podaje sylwetka w „Forbesie”. Gryn urodził się w Oksfordzie, a do Warszawy przeprowadził się jako kilkulatek, już po upadku komunizmu. Chodził do Szkoły Amerykańskiej w Konstancinie. W wieku 17 lat wyjechał na studia do Wielkiej Brytanii, najpierw na University of Surrey, potem na St Andrews. W anglojęzycznym świecie przedstawia się jako Rob Gryn.

W 2011 roku wrócił do Polski z własnym projektem, agregatorem zakupów grupowych WeSave. Szukając programistów, trafił na krakowską firmę Codewise, założoną przez trzech wspólników, i dołączył do niej jako czwarty. Według „Forbesa” po dwóch latach razem z jednym ze wspólników przejął kontrolę nad spółką, odkupując udziały pozostałych.

Potem przyszedł bardzo szybki wzrost. Codewise trafiał do zestawień najszybciej rosnących firm w Europie, które przygotowują „Financial Times” i Deloitte, a sam Gryn na okładki.

Rok Miejsce na liście „Forbesa” Szacowany majątek
2017 57. 710 mln zł
2018 73. 612 mln zł

Co piszą o nim media i dlaczego Robert Gryn nie ma hasła w Wikipedii?

Podejście dziennikarzy do Roberta Gryna to moim zdaniem mieszanka braku kompetencji i lenistwa. Albo go chwalą, albo atakują, a mało kto próbuje po prostu wyjaśnić, co on robi. „Forbes”, który sprawia wrażenie rzetelnego źródła, w sylwetce Gryna pokazał mistrzostwo owijania w bawełnę.

Jedyny tekst, który moim zdaniem rzetelnie opisał cały biznes, ukazał się w Stanach. W marcu 2018 roku Zeke Faux opublikował w Bloombergu reportaż „Ad Scammers Need Suckers, and Facebook Helps Find Them”. Wrócę do niego za chwilę.

W Polsce w 2017 roku pojawił się wywiad w Spider’s Web, którego Gryn nie autoryzował. Według redakcji jego agencja PR uznała, że pytania ułożono tak, by postawić go w złym świetle. Trochę się nie dziwię, bo tekst jest jak dla mnie bardziej nastawiony na atak niż na wyjaśnienie. Brakuje mi w tym wszystkim zwykłej krytycznej oceny, bez zachwytu i bez linczu.

Gorzej wypada tylko wywiad w internetowym talk-show nagrywanym na dwudziestu metrach kwadratowych. Gospodarz w ogóle nie dopytuje w nim o biznes, za to zachwyca się samochodem, mieszkaniem i gadżetami. Jest jeszcze przedruk tekstu Bloomberga w Money.pl, w którym mam wrażenie, że więcej miejsca dostały zdjęcia z Instagrama niż sedno sprawy.

Ignorancję mediów łatwo zrozumieć, gdy spojrzy się na podpowiedzi Google’a. Obok imienia i nazwiska ludzie wpisują: wzrost, wiek, Instagram, żona, majątek, akwarium i billboard. Na czym zarabia, tego prawie nikt nie szuka.

Rozsądniejsi wpisują „Robert Gryn Wikipedia”, licząc na coś obiektywnego. Hasła o nim jednak nie ma, a na pierwszym miejscu wyskakuje wspomniana sylwetka z „Forbesa”. Odnoszę wrażenie, że Gryn bardzo dba o to, co się o nim mówi, czego dobrym przykładem jest nieautoryzowany wywiad. Czy ma to cokolwiek wspólnego z brakiem hasła w encyklopedii, tego nie wiem.

Na czym zarabia Codewise? Zeropark i Voluum bez marketingowej waty

Codewise ma kilka produktów o świetnie brzmiących nazwach, które laikowi nic nie mówią. Dwa najważniejsze to Zeropark i Voluum. Żeby zrozumieć, czym są, trzeba najpierw zrozumieć marketing afiliacyjny.

Jak działa marketing afiliacyjny?

  1. Oferent, czyli sklep, producent suplementów, aplikacja albo serwis randkowy, płaci prowizję za efekt: sprzedaż, rejestrację, instalację. Branża nazywa to modelem CPA (cost per action).
  2. Afiliant kupuje ruch, czyli odsłony i kliknięcia, możliwie tanio i kieruje go na ofertę. Zarabia na różnicy między kosztem ruchu a prowizją.
  3. Zeropark to giełda, na której afiliant kupuje ten ruch. Jak opisywał Spider’s Web, chodzi w dużej mierze o agresywne formy reklamy: wyskakujące okienka, banery i przekierowania, w tym ruch ze stron dla dorosłych.
  4. Voluum to tracker. Pokazuje afiliantowi, która reklama w którym kraju i na jakim urządzeniu się opłaca, a którą trzeba wyłączyć.

Sam mechanizm nie jest niczym złym. Z afiliacji żyją porównywarki cen, blogi recenzenckie i spora część internetowych wydawców. Kłopot w tym, że branża ma ogromną szarą strefę: cudowne tabletki na odchudzanie, „darmowe” iPhone’y, buty Adidasa z rabatem 90% i inwestycyjne okazje życia.

Co opisał Bloomberg?

Faux pojechał na konferencję afiliantów Stack That Money w Berlinie i opisał właśnie tę szarą strefę. Afilianci opowiadali mu, jak Facebook pomaga im znaleźć najbardziej podatnych odbiorców. Opisał też cloaking, czyli pokazywanie moderatorom platformy niewinnej strony, a zwykłym użytkownikom zupełnie innej, często naciągającej.

W tym reportażu pojawia się Gryn. Według Bloomberga Voluum pozwalał afiliantom śledzić kampanie i obchodzić mechanizmy obronne sieci reklamowych. Sam Gryn szacował, że użytkownicy Voluuma kupują reklamy za ok. 1,7 mld dolarów rocznie, z czego ok. 400 mln dolarów na Facebooku. Według Money.pl powiedział też Bloombergowi, że po prostu wykorzystuje możliwości stworzone przez wielkie korporacje w systemie zbudowanym wokół nakłaniania ludzi do kupowania rzeczy, których nie potrzebują.

Moja ocena, która nie jest wyrokiem, brzmi tak: Codewise sprzedaje łopaty w czasie gorączki złota, a spora część poszukiwaczy kopie w miejscach, w które przyzwoity człowiek by nie wszedł. Firma nie musi sama nikogo naciągać, żeby zarabiać na tym, że naciąganie się opłaca.

Naciąganie w internecie było, jest i będzie

Prawdziwy boom w tym biznesie przyszedł razem z rozwojem systemu reklamowego Facebooka. Facebook wie o nas bardzo dużo i, żeby konkurować z Google’em, sprzedaje reklamodawcom możliwość precyzyjnego trafiania do wybranych ludzi. Jak bardzo precyzyjnego, pokazała tej wiosny afera Cambridge Analytica. Dla afilianta oznacza to tyle, że może skierować reklamę z hasłem „–90%” dokładnie do tych osób, które najchętniej w nią klikną.

Moim zdaniem pazerność Facebooka sprawia, że reklamy nie są porządnie sprawdzane. W zeszłym roku na Instagramie, który należy do Facebooka, można było trafić na reklamy podrabianych butów Adidasa z gigantycznymi rabatami. Prowadziły do fałszywych sklepów, które wyglądały jak oficjalne i przyjmowały płatności. Mój kolega kupił w takim sklepie dwie pary butów za 500 zł i nic nie dostał (opisałem to w kwietniu 2019 roku w poradniku o bezpiecznych zakupach w internecie).

Osobiście nie mam z tym aż takiego problemu. Takie reklamy widziałem od zawsze. Te są może lepiej zrobione, ale wciąż widać dziwną domenę w stylu adidas2017.com i brak certyfikatu SSL. Poza tym z Facebooka i Instagrama korzystamy za darmo, a to świetne produkty, więc ktoś musi zarobić na tysiące dobrze opłacanych inżynierów w Kalifornii.

Dlaczego mam problem z Robertem Grynem?

Problem mam z tym, że ani media, ani sam Gryn nie potrafią nazwać jego biznesu po imieniu. Wyobraź sobie właściciela serwisu z filmami dla dorosłych, który mówi, że zajmuje się „streamingiem klipów wideo”. Technicznie to prawda, ale wszyscy wiedzą, o co chodzi.

Postaw go obok Szymona Grabowskiego z GetResponse albo Mariusza Ciepłego z LiveChat. Każdy z nich powie w jednym zdaniu, co robi jego firma: „sprzedajemy narzędzie do e-mail marketingu” albo „sprzedajemy czat do obsługi klientów na stronie”. To samo powie ich strona internetowa. Gryn w polskich mediach moim zdaniem kręci, a ludzie to kupują, na czele z „Forbesem” i gospodarzem talk-show z kawalerki.

Paradoks polega na tym, że najszczerzej mówił o swoim biznesie amerykańskiemu dziennikarzowi. Polskiej publiczności opowiada głównie o samochodzie.

Oglądałem go z dużym zaciekawieniem w materiałach wideo. Sprawia na mnie wrażenie osoby mocno niespokojnej, która w kółko powtarza te same historie. Chwali się autem i biurem, ale nie mówi niczego konkretnego ani inspirującego. Widzę w nim raczej spiętego faceta w garniturze, w typie sprzedawcy produktów finansowych, niż wizjonera. A chciałbym, żeby było inaczej.

Można zarabiać na niszy i się jej nie wstydzić

Kiedyś poznałem Johna Baku (naprawdę John Kopanas), założyciela FetLife, serwisu społecznościowego dla ludzi o fetyszystycznych upodobaniach. Z tego, co mi opowiadał, firma zarabia bardzo dobre pieniądze przy niewielkim zespole. On się jednak nie wstydzi tego, na czym zarabia, bo to jest jego pasja.

TechCrunch oczywiście nie pisze o FetLife artykułów, bo to biznes niemedialny. Jego to nie obchodzi i nie marzy o inspirujących wykładach w szkołach. W przypadku Gryna mam wrażenie odwrotne. Przy biznesie, który etycznie budzi znacznie więcej wątpliwości, chciałby uchodzić za bohatera i inspirującego przedsiębiorcę.

Co Robert Gryn mógłby zrobić inaczej?

W Polsce brakuje wzorów ludzi sukcesu dla młodych przedsiębiorców. W startupowym światku mentorami i mówcami są najczęściej wysoko postawieni menedżerowie z korporacji albo ludzie, którzy sukcesu nie odnieśli, ale chętnie opowiadają o porażkach, z których podobno dużo się nauczyli.

Gryn mógłby być świetną inspiracją, gdyby był autentyczny. Mógłby powiedzieć wprost: „zarabiam na tym, że ludzie klikają w głupie reklamy”, i wykorzystać popularność do uczenia Polaków, jak sprawdzać wiarygodność ofert w internecie. Mechanizmy naciągania najlepiej zna ktoś, kto dostarcza do niego narzędzia.

Żeby była jasność: cieszę się z jego sukcesu. To, że taki biznes działa z Polski, jest dobre dla naszej gospodarki. Codewise zatrudnia w Krakowie mnóstwo ludzi i płaci w Polsce podatki (mam nadzieję). Na pewno nie było łatwo dojść do takiego poziomu. Podziwiam go bardziej niż biznesmenów, którzy zbili majątki na prywatyzacji w czasach transformacji, bo on walczy o kawałek tortu, do którego dostęp ma cały świat. Mam tylko nadzieję, że dojrzeje i zacznie otwarcie mówić o tym, co robi.

Co się zmieniło od 2018 roku?

Od publikacji tego tekstu minęło osiem lat, więc sprawdziłem, co wydarzyło się później. Wszystko poniżej opieram na źródłach, które linkuję.

Wyniki Codewise i wypadnięcie z listy „Forbesa”

Dwa tygodnie po moim wpisie Strefa Inwestorów przeanalizowała sprawozdania Codewise i zakwestionowała wycenę „Forbesa”. Liczby wyglądały tak:

Rok Przychody Zysk netto
2015 132,3 mln zł 29,7 mln zł
2016 190,8 mln zł 22,6 mln zł
2017 171,6 mln zł 1,6 mln zł

Zysk spadł w 2017 roku o ponad 90%. Autor analizy przewidywał, że jeśli RODO i zaostrzanie zasad zbierania danych dalej będą uderzać w branżę, Gryn wypadnie z rankingu. Tak się stało: według „Forbesa” w 2019 roku nie znalazł się już wśród 100 najbogatszych Polaków. Już w 2018 roku przestał zresztą kierować firmą na co dzień i przeszedł do rady nadzorczej.

Codewise: opinie, nagrody i sprzedaż firmy

Kto szuka opinii o Codewise, dostaje dwa obrazy. Pierwszy to firma z wyróżnieniami „Financial Times” i Deloitte za tempo wzrostu, z tysiącami klientów i biurem w Krakowie. Drugi to firma, której narzędzia według Bloomberga ułatwiały życie autorom naciągających reklam i której zyski w 2017 roku prawie zniknęły.

We wrześniu 2020 roku brytyjska spółka CentralNic ogłosiła przejęcie biznesu Codewise za 36 mln dolarów. Transakcja, domknięta w listopadzie 2020 roku, objęła Zeropark i Voluum. W ciągu 12 miesięcy do czerwca 2020 roku ten biznes miał 60,3 mln dolarów przychodu, 7,4 mln dolarów skorygowanej EBITDA i ok. 6 tys. klientów. CentralNic działa dziś jako Team Internet Group.

36 mln dolarów to po ówczesnym kursie ok. 135 mln zł, i to za cały biznes, nie za same udziały Gryna. Porównaj to z 612 mln zł majątku z 2018 roku i oceń sam, ile były warte tamte wyceny.

Metahero, Everdome i Dubaj

Później Gryn przeniósł swoją aktywność do Dubaju i w 2021 roku wystartował z Metahero. Projekt obiecywał skanowanie ludzi do ultrarealistycznych awatarów 3D i miał własny token HERO. Do tego doszło Everdome, czyli metawersum z wirtualną misją na Marsa. To był szczyt mody na NFT i metawersum, o której pisałem w tekście o NFT jako szansie dla nieporadnego artysty.

Jak podawały Strefa Inwestorów i Spider’s Web, pod koniec grudnia 2021 roku kapitalizacja Metahero sięgała prawie 800 mln dolarów, a rok później ok. 17–18 mln. Token stracił ok. 99% wartości. W czerwcu 2022 roku Gryn przestał być prezesem Metahero, zastąpił go współzałożyciel Mariusz Król, a sam Gryn skupił się na Everdome.

Uczciwie trzeba dodać, że 2022 rok był katastrofą dla całego rynku kryptowalut i projektów metawersowych. HERO nie był jedynym tokenem, który zjechał niemal do zera. Wzorzec jest jednak dla mnie znajomy: dużo efektownych słów i obrazów, mało odpowiedzi na pytanie, kto i za co ma tu płacić.

Facebook i reklamy oszustów

Jedna rzecz z mojego tekstu zestarzała się wyjątkowo dobrze. W listopadzie 2025 roku Reuters dotarł do wewnętrznych dokumentów Mety. Wynikało z nich, że firma szacowała, iż ok. 10% jej przychodów z 2024 roku, czyli ok. 16 mld dolarów, pochodziło z reklam oszustw i zakazanych produktów. Meta nazwała to szacunkiem zgrubnym i zbyt szerokim. Nawet jeśli tak jest, skala robi wrażenie.

Gorzej zestarzała się moja uwaga o certyfikacie SSL. Dziś kłódkę w przeglądarce ma za darmo każdy fałszywy sklep, więc niczego już nie dowodzi.

Co robi Robert Gryn w 2026 roku?

Odpowiedź jest krótka: publicznie nie wiadomo. Ostatnie zweryfikowane informacje pochodzą z kwietnia 2023 roku. Jak opisał wtedy Bithub, Gryn odszedł z Everdome, tłumacząc to względami osobistymi i rodzinnymi, a nowym prezesem projektu został Jeremy Lopez. Zaraz potem usunął konta na Twitterze i LinkedInie.

Od tamtej pory nie trafiłem na żadną wiarygodną publikację o jego nowym przedsięwzięciu. Bazy firm i stare biogramy w branżowych serwisach wciąż przedstawiają go jako szefa Metahero albo Everdome, ale te dane są nieaktualne. Nie chcę zgadywać, a o życiu prywatnym nie piszę.

Hasła o Robercie Grynie nadal nie ma ani w polskiej, ani w angielskiej Wikipedii. Kto wpisuje „Robert Gryn Wikipedia”, wciąż trafia na sylwetkę w „Forbesie”, teksty z portali kryptowalutowych albo na ten wpis.

Moje zdanie

Robert Gryn ciekawi mnie mniej jako człowiek, a bardziej jako objaw. Bardzo chcemy mieć własnych bohaterów, młodych i bogatych, więc nie zadajemy im niewygodnych pytań. Media dają nam to, czego szukamy: wzrost, samochód i akwarium. O tym, jak trudno znaleźć sensowne autorytety, pisałem szerzej w tekście o ciągłym szukaniu autorytetów.

Nie uważam, że zarabianie na reklamie dla mało wymagających odbiorców jest powodem do wstydu. Uważam natomiast, że kto chce być wzorem dla młodych przedsiębiorców, powinien umieć powiedzieć, za co płacą mu klienci. Kiedy czyjegoś sukcesu nie da się wytłumaczyć w jednym zdaniu, zawsze pytam dlaczego.

A Ty wiesz, na czym zarabiają ludzie, których podziwiasz?

Najczęściej zadawane pytania

Ile lat ma Robert Gryn?

W styczniu 2017 roku „Forbes” podawał, że ma 30 lat, więc w 2026 roku ma około 40. Urodził się w Oksfordzie, a dorastał w Warszawie.

Jaki majątek ma Robert Gryn?

Aktualnej, wiarygodnej wyceny nie ma. Ostatnie dane „Forbesa” to 612 mln zł w 2018 roku (73. miejsce na liście). W 2019 roku Gryn wypadł z setki najbogatszych Polaków, a w 2020 roku biznes Codewise sprzedano za 36 mln dolarów.

Co teraz robi Robert Gryn?

Publicznie nie wiadomo. Ostatnie sprawdzone informacje pochodzą z 2023 roku: odszedł wtedy z Everdome, rok po rezygnacji z funkcji prezesa Metahero, i usunął konta na Twitterze i LinkedInie.

Jakie są opinie o Codewise?

Codewise zbierał nagrody dla najszybciej rosnących firm w Europie, ale w 2017 roku jego zysk spadł o ponad 90%, a Bloomberg opisywał, że z jego narzędzi korzystają też autorzy naciągających reklam. W 2020 roku jego marki Zeropark i Voluum przejęła CentralNic, dziś Team Internet Group.

Pozostałe wpisy