Osobiste wycieczki w skarpetach i sandałach

Dobra zmiana: angielski jako język urzędowy w Polsce

Co by było, gdyby po 1989 roku angielski został w Polsce językiem urzędowym? Inwestycje, startupy, muzyka i prawo kontra konstytucja i polska tożsamość.

Pierwsza publikacja:

Dziesiątki otwartych książek z zadrukowanymi stronami ułożone jedna obok drugiej
Spis treści
  1. Co by było, gdyby angielski wprowadzono w 1989 roku?
  2. Inwestycje, eksport i startupy
  3. Film, muzyka i sztuka
  4. Prawo, administracja i organizacja państwa
  5. Ale stracimy język polski?
  6. Jakie są przeszkody?
  7. Co się zmieniło od 2018 roku?
  8. Jaki jest cel tej dobrej zmiany?

Wprowadzenie w Polsce angielskiego jako obowiązkowego języka urzędowego byłoby odważną decyzją. Wiele osób w pierwszej chwili uzna to za głupi pomysł. W życiu bywa jednak, że głupie pomysły okazują się najlepsze, i moim zdaniem tak jest właśnie tutaj.

Żeby było jasne, o co mi chodzi: nie o zakaz mówienia po polsku w domu. Chodzi o to, żeby po angielsku działały prawo, urzędy, sądy i reklamy, tak jak dziś działają po polsku. Poniżej tłumaczę, co by to dało, i zmierzam się z najpoważniejszymi kontrargumentami, łącznie z tym, że wymagałoby to zmiany Konstytucji.

Co by było, gdyby angielski wprowadzono w 1989 roku?

Krótkoterminowo mielibyśmy mnóstwo protestów i paniki. Długoterminowo trudno to sobie wyobrazić, ale moim zdaniem zyskalibyśmy na tym prawie wszyscy.

Zmiana ustroju kosztowała nas sporo. Jak podaje Wikipedia w haśle o planie Balcerowicza, PKB skurczył się w 1990 roku o prawie 10%, a w 1991 roku o kolejne 7%. Przy takim spadku przydałaby się zmiana, która szybko wystrzeliłaby nas z dołka, i uważam, że ta by pomogła.

Mogłaby być częścią drugiego planu Marshalla, tym razem w polskiej edycji. Pierwszy ominął nas w 1947 roku, kiedy pod presją Moskwy Polska odmówiła udziału w amerykańskim programie odbudowy Europy.

Inwestycje, eksport i startupy

Wyobraź sobie, że jesteś zagranicznym inwestorem. Jeśli państwo, w którym chcesz zainwestować, ma prawo, urzędy i sądy działające w znanym Ci języku, odpada jedna z największych barier wejścia. Polska stałaby się łatwym rynkiem dla kapitału, a polskie firmy miałyby prostszą drogę do eksportu, bo ich produkty i usługi od początku powstawałyby po angielsku.

Startupy zakładane przez młodych przedsiębiorców od pierwszego dnia miałyby dostęp do światowego rynku. Nie tracilibyśmy czasu na tłumaczenia, tylko przeznaczali go na rozwój. O tym, że wiedza i autorytety w wielu dziedzinach powstają domyślnie po angielsku, pisałem w tekście o ciągłym szukaniu autorytetów.

Nowinki technologiczne szybciej trafiałyby na nasz rynek. Możemy korzystać z osobistych asystentów po polsku, ale najlepszy asystent zawsze będzie najpierw działał po angielsku. Polska wersja przychodzi później, o ile w ogóle powstaje.

Uczciwy kontrargument

Polska gospodarka poradziła sobie bez tej rewolucji całkiem nieźle. Według Wikipedii od 1990 roku nasz PKB wzrósł mniej więcej siedmiokrotnie, a w kryzysie 2009 roku byliśmy jedyną gospodarką Unii Europejskiej, która uniknęła recesji. Inwestorzy przyszli i bez angielskich ustaw, bo przyciągnęły ich koszty pracy, położenie i wielki rynek. Mój pomysł nie jest więc warunkiem rozwoju. Uważam, że byłby jego przyspieszaczem.

Film, muzyka i sztuka

Najbardziej ciekawi mnie, jak wyglądałby przemysł muzyczny, a szczególnie polska scena hiphopowa, gdybyśmy nagrywali kawałki po angielsku. Ilu polskich twórców zrobiłoby międzynarodową karierę?

Dobrym przykładem jest Lady Pank. W 1985 roku zespół wydał płytę Drop Everything, czyli angielską wersję swojego debiutu z 1983 roku, a teledysk do „Minus Zero” trafił na antenę MTV. Muzycy wystąpili nawet w amerykańskim programie American Bandstand, ale z kariery w Stanach w końcu zrezygnowali, między innymi przez barierę językową. Przerabianie gotowej płyty na inny rynek przypomina malarza, który przemalowuje oryginalne płótno przed sprzedażą za granicą.

Rozumiem kontrargument, że siła polskiej kultury często tkwi właśnie w języku. Tłumaczenia poezji, kabaretu czy dobrego tekstu rapowego zawsze coś gubią. Nikt jednak nie zabroniłby pisać po polsku. Artyści mieliby po prostu wybór, którego dziś w praktyce nie mają.

Prawo, administracja i organizacja państwa

Prawo tworzone po angielsku daje sporo korzyści, ale skoro już zmieniamy język, warto zmienić też systemy, które moim zdaniem się nie sprawdziły. Mam na myśli kontynentalny system prawa. Uważam, że przejście na system anglosaski, oparty na precedensach, ułatwiłoby rozwój. Po takiej zmianie łatwo byłoby też kopiować dobre wzorce z bogatszych krajów.

Nie jestem z tym poglądem sam. W 1998 roku czterech ekonomistów (La Porta, Lopez-de-Silanes, Shleifer i Vishny) opublikowało głośną pracę Law and Finance, z której wynikało, że kraje prawa anglosaskiego lepiej chronią inwestorów i mają bardziej rozwinięte rynki finansowe. Trzeba jednak uczciwie dodać, że Niemcy, Szwajcaria czy kraje skandynawskie są bogate, choć działają w systemie kontynentalnym. Sam system prawa niczego nie gwarantuje. Liczy się też to, jak działają sądy i urzędy.

Ale stracimy język polski?

Tak samo można by powiedzieć, że kaszubski i śląski powinny już dawno zniknąć, a ludzie wciąż ich używają. Kaszubski od 2005 roku ma nawet ustawowy status języka regionalnego. Myślę, że w domach, na ulicy i w literaturze nadal mówilibyśmy po polsku.

Zyskalibyśmy za to coś, czego dziś brakuje: codzienny kontakt z angielskim. Skoro reklamy, sprawy urzędowe i usługi byłyby po angielsku, szkolna nauka tego języka nie poszłaby w las. Używanie języka to najlepszy sposób na jego utrwalenie. Nie wydaje mi się przypadkiem, że w czołówce europejskich rankingów znajomości angielskiego są Holendrzy i Skandynawowie, którzy oglądają filmy z napisami, a nie narody wychowane na lektorze.

Jakie są przeszkody?

Pomysł ma kilka twardych przeszkód, o których w 2018 roku pisałem zbyt lekko.

  • Konstytucja. Art. 27 stanowi, że językiem urzędowym w Rzeczypospolitej Polskiej jest język polski. Zmiana wymagałaby dwóch trzecich głosów w Sejmie i bezwzględnej większości w Senacie.
  • Ustawa o języku polskim z 1999 roku wymaga polszczyzny w urzędach, umowach z konsumentami czy opisach towarów.
  • Koszty. Przetłumaczenie całego porządku prawnego, wyszkolenie urzędników i sędziów to praca na dekady.
  • Polityka. Państwo od lat nie potrafi uznać śląskiego za język regionalny, więc angielski jako język urzędowy to na razie fantastyka.

Ta ostatnia sprawa dobrze pokazuje temperaturę sporu. Według Wikipedii w latach 2007–2026 było dziewięć nieudanych prób uznania śląskiego za język regionalny lub mniejszości. Ostatnie ustawy zawetowali prezydenci Andrzej Duda i Karol Nawrocki, a obaj powoływali się na opinię Rady Języka Polskiego z 2011 roku. O tym, czy taka rada jest nam w ogóle potrzebna, pisałem w tekście „Po co nam Rada Języka Polskiego?”.

Co się zmieniło od 2018 roku?

Polacy podciągnęli angielski bez żadnej ustawy. W najnowszym rankingu EF English Proficiency Index Polska zajmuje 15. miejsce na świecie z wynikiem 600 punktów, co oznacza wysoką biegłość. Ciekawy jest rozkład umiejętności: czytanie to 612 punktów, a mówienie tylko 518. Rozumiemy dużo, ale nadal krępujemy się otworzyć usta.

Argument o asystentach głosowych się nie zestarzał. Według Apple Siri w 2026 roku nadal nie obsługuje polskiego, a funkcje Apple Intelligence działają między innymi po duńsku, niderlandzku, norwesku i szwedzku, ale nie po polsku. Duży europejski rynek wciąż czeka w kolejce za mniejszymi.

Z drugiej strony duże modele językowe zmieniły zasady gry. Radzą sobie z polszczyzną bardzo dobrze, a w lutym 2025 roku konsorcjum pod wodzą NASK udostępniło PLLuM, czyli otwarty polski model językowy, który trafił między innymi do aplikacji mObywatel. Bariera językowa w biznesie i nauce jest dziś niższa niż w 2018 roku, bo tłumaczenie tekstu kosztuje sekundy.

Gdybym pisał ten tekst dziś, zacząłbym od czegoś skromniejszego. Zamiast zmiany Konstytucji postulowałbym na przykład napisy zamiast lektora w telewizji publicznej. Efekt byłby mniejszy, ale za to realny.

Jaki jest cel tej dobrej zmiany?

Rozwój. Uważam, że dzięki niej Polska byłaby znacznie bogatszym państwem. Poza lepszymi samochodami oznaczałoby to też lepsze piece i mniej smogu.

Wiem, że to pomysł z gatunku tych, które łatwiej napisać, niż przegłosować. Ale czasem warto pomyśleć o czymś głupim, żeby zobaczyć, ile mądrych rzeczy można zrobić po drodze. A Ty, przegłosowałbyś angielski w urzędach?

Najczęściej zadawane pytania

Jaki jest język urzędowy w Polsce?

Polski. Stanowi o tym art. 27 Konstytucji RP, a szczegóły reguluje ustawa o języku polskim z 1999 roku. Kaszubski ma status języka regionalnego, a w niektórych gminach języki mniejszości mogą być używane pomocniczo.

Czy Polacy dobrze mówią po angielsku?

Coraz lepiej. W rankingu EF English Proficiency Index Polska zajmuje 15. miejsce na świecie z wynikiem 600 punktów, co oznacza wysoką biegłość. Najlepiej wypada czytanie, najsłabiej mówienie.

Czy angielski mógłby zostać drugim językiem urzędowym w Polsce?

Teoretycznie tak, ale wymagałoby to zmiany Konstytucji: dwóch trzecich głosów w Sejmie i bezwzględnej większości w Senacie. Politycznie to dziś pomysł z gatunku fantastyki.

Pozostałe wpisy